świadectwa

ŚWIADECTWA AUDIO- NAGRANE SĄ NA STRONACH NASZEGO „RADIA  Z  TABORU”


Witam.

Postaram się „doslownie dwa slowa”.
Chce tylko powiedziec ze wasze spotkania (wczoraj mialam okazje drugi raz slyszec transmisje) to jest jakis „ewenement”. Trudno mi uwierzyc (choc w pozytywnym tego slowa znaczeniu) ze wszystko, co mozna bylo uslyszec podczas transmisji jest faktycznie prawda,  ze nie sa to tylko wczesniej zaplanowane „odegrane role”. (…).
Trudno  jest mi uwierzyc w tak (w moim odczuciu) wrecz rodzinna atmosfere, a nawet bardziej niz rodzinna. Nigdy nie nalezalam do zadnej takiej grupy, ale gdyby ktos zapytal mnie dzis – co oznacza „wspolnota”- moglabym jedynie wlaczyc wasza transmisje (lub retransmije) i to by wystarczylo na odpowiedz.  Uwierzenie w to co mozna uslyszec tam od was, jest jeszcze trusniejsze gdy slucha się siedzac zupelnie samej, w czterech pustych scianach, daleko poza Ojczyzna, z calym bagazem tutejszym i wczesniejszym; bez blizszych czy dalszych znajomych, (bo przyjaciol, to zbyt wielkie slowo) zarowno tu jak i w Ojczyznie, gdzie „czeka” tylko jedna osoba, rownie samotna (…).
Ale nie pisze tego by szukac „takowych jak wyzej”, czy „zalic sie z tego powodu”, absolutnie, gdyz juz wiem ze to niemozliwe, bo komu i na co potrzebny samotny czlowiek(?!), (…) lecz jedynie by powiedziec ze to co robicie to jest naprawde  „uderzajace” w sam srodek,  czego? – nie wiem, moze umyslu, a moze serca (?), szczegolnie kjiedy wielokrotnie powtarzaliscie „zwrot do internautów” :),  choc to byl zaledwie drugi raz, kiedy „natrafilam” na wasza transmisje, wlasnie wczoraj (?!) po niezbyt latwym dniu… (…). Na tyle „uderzajace”, ze podczas wczorajszej transmisji, bylam gotowa napisac sms-a (gdyz mowiliscie o tym w trakcie), ale powstrzymalam sie w nieznajomsci numeru  ale tez w zwatpieniu, poniewaz juz nieraz pojawiali sie „ludzie” ktorzy – jak wierzylam – beda mogli poprowadzic „droga prawdy, wiary itp” i „wychodzilo jak zwykle:-)”, bo przeciez samotny czlowiek nie ma miejsca wsrod pozostalych rodzin i innych (…).
Moje wyobrazenie (i czesciowo doswiadczenie) jest niestety takie, ze „ludzie kosciola” ( szczegolnie swieccy, bo takich  spotkalam w znacznej mierze), majac np. na mysli tzw. wspolnoty i tych, ktorzy nie tworza wspolnot, ale w jakis sposob sa „blisko” kosciola to osoby niezbyt chetne do „przyjmowania” do swego grona osob spoza, szczegolnie gdy ci ludzie tworza swoje „male wspolnoty rodzinne”, to osoba samotna, nawet jesli chetna do wejscia w taka grupe jest „intruzem”:( , tymbardziej z jakimis „zyciowymi poplataniami”(…).  Albo moze po prostu zle trafialam. Niewazne, gdyz nie to jest celem mojego mejla.

Celem jest po prostu wielkie slowo uznania za to co mozna bylo uslyszec, za „prostote” ale taka pozytywna, za normalnosc w kazdym gescie, za „niewyszukane” slowa, prowadzenie, komunikacje itp., za „niezwykla wspolnote wspolnoty”….
Moze nawet ten mejl jest niepotrzebny i bezsensowny, ale wysylam go jedynie po to byscie wiedzieli, ze robicie „kawal dobrej pracy” (…) szczegolnie dla tych, ktorzy umieja odebrac to wszystko  takze sercem, nie tylko umyslem (jak ja) …

Zycze wszelkiej pomyslnosci w dalszych przedsiewzieciach:).
Pozdrowienia dla wszystkich.

estwi


Zanim jeszcze stalówka pióra sięgnie kartki, tak, tak piszę piórem, grad myśli spada na głowę. Od czego zacząć ?!…. To proste…. od żarliwej modlitwy do Ducha świętego aby właściwie rękę poprowadził.

Jest czwartkowe późne popołudnie, no prawie wieczór. Umiarkowany, ale jednak entuzjazm bo za godzinę Wieczór Chwały. Ale przed 19-tą olśnienie. Przecież nie Wieczór Chwały tylko skypowa  grupa dzielenia. Już nie ma entuzjazmu, nawet umiarkowanego. No bo czym tu się podzielić ? Jakieś takie Wielkie NIc. Ale nie, nie, nie Pani Małgosiu, proszę „odpalić” tego laptopa! A jak Inni będą, a jak Faustynka będzie czekać ?

No dobrze, włączę… A może Nikogo nie będzie, cicho z nadzieją szepcze jakiś głos…

19.30..Faustynka i ja. Pytam czy siedzi w ogrodzie bo słyszę ptaki. Nie, to samiczka kanarka tak pięknie śpiewa.. I cała obojętność na to spotkanie gdzieś znika. ulatuje. Powoli przychodzi spokój i Boża Radość. Teraz dopiero jak piszę, próbuję uporządkować przychodzi świadomość, że już w tym ptasim śpiewie Duch Święty przyszedł na to spotkanie.,

Zaczęłyśmy rozmawiać, a do rozmowy w krótkim czasie dołączyła Ela. Mówiłyśmy, tzn Ela i ja jak wiele znaczyło dla nas, chociaż w różny sposób, wtorkowe spotkanie uwielbieniowe , jako że pierwszy wtorek miesiąca więc Msza Święta, a po niej Adoracja Najświętszego Sakramentu.

Jestem słuchaczem internetowym. Niestety Msza nie była dobrze słyszalna, ale za to później  słychać było baaardzo dobrze. Modlitwa nad solenizantami i jubilatami .lipcowymi..Wow ! Jestem solenizantką i jubilatką;) To było miłe…

Wyjątkowo ciepły głos Beatki, radosny głos Faustynki. Bóg to Jej Przyjaciel..! Mój też ! Modlitwa Danusi. słowa Krzysztofa o pozostawieniu wszystkich problemów, krzywd, zranień pod Krzyżem…

Strumienie łez..Cały ocean… Łez radości, radości z Bożej Miłości, tej, którą poprzez słowa modlitwy, piosenek, dźwięk instrumentów gitary, skrzypiec, harmonijki wlewa i którą napełnia moje serce, jeszcze parę godzin wcześniej udręczone, po brzegi. Łez wzruszenia z ogromu Bożej Miłości do mnie.

Radość jest tak ogromna, że śpiewając piosenkę „Dzięki Jezu..” nagle czuję, że muszę to wykrzyczeć. No więc szybko wybieram połączenie do kuzynki w  Stanach, w Alabamie i dosłownie ryczę przez telefon do Niej Dzięki Jezu, że kochasz mnie.! Rozpierająca radość. Tym większa, żę z CAŁĄ PEWNOŚCIĄ, wybór osoby , a przecież zrobiłam to w ułamku sekundy, był wyborem nie moim TYLKO DUCHA ŚWIĘTEGO !!!. Bo to Jej tak bardzo potrzebne były te słowa !!

Kilka dni wcześniej po raz kolejny sięgnęłam po Moc Uwielbienia. I znów nie ja tylko ON to sprawił, że z różnych lektur, ot tak, od niechcenia właśnie po tą. Jeszcze tego samego dnia słuchałam fragmentu konferencji o. Remigiusza Recława, a potem Marcina Jakimowicza.. A wszystko to po to żeby mi przypomnieć o potrzebie DZIĘKCZYNIENIA i UWIELBIENIA.

 

I tak sobie o tym rozmawiałyśmy, a raczej dzieliłyśmy się na czwartkowym skypie. I wtedy Faustynka powiedziała: no i miałyśmy Wieczór Chwały.. Piękny, przepełniony Bożą Radością lipcowy Wieczór Chwały.

i jeszcze suplement:

Na Dniach Skupienia w ub roku w październiku dostałam takie słowo: wbrew nadziei, żywiąc nadzieję, cokolwiek obiecał ma moc i uczynić.

W Dniu Chrztu w Duchu Świętym w tym roku takie oto słowo: Jestem pewien zamiarów, które mam co do Ciebie, zamiarów pełnych pokoju, a nie zguby, by zapewnić Ci przyszłość jakiej oczekujesz.

To piękne  dopięcie słów ubiegłorocznych, a odkrycia tego, ma się rozumieć za sprawą Ducha Świętego Mojego Przewodnika, dokonałam właśnie wczoraj. Bo taki to był Wieczór Chwały !!!

Taki to Nasz Pan jest Wielki i Godzien Chwały

Małgosia


Świadectwo ze spotkania Odnowy w Duchu Świętym w Częstochowie

W Częstochowie otrzymałam niewymierną, bardzo głęboką radość duszy, poczucie bezpieczeństwa i ogromny pokój. Bóg napełnił mnie mocą do okazywania Mu wdzięczności i jeszcze większym pragnieniem uwielbiania Go. Bardzo chcę dawać świadectwo, o tym czego dokonuje Bóg w mojej duszy, chce dzielić się tym. Ciągle jednak doświadczam przeszkód, np. stres i lęk przed stresem ,który zabiera myśli moje ,który ciągle mi przypomina , jak bardzo jestem słaba ,a Bóg ciągle umacnia mnie, pobudza do walki i daje zapewnie, że dla Niego nie ma rzeczy niemożliwych ,,wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia ,,.On jest Wielki i Wszechmocny i poradzi sobie z moimi słabościami .Będę mogła, więc Jego mocą służy Mu całą duszą. Zastanawiałam się ciągle dlaczego Bóg przychodzi do nas ,ze swoją Obecnością ,w tak rożny sposób. Do jednych z darem śmiechu ,a do mnie z ogromnym pokojem i poczuciem bezpieczeństwa i wolności. Zrozumiałam , że tego właśnie potrzebuję, czego doświadczam. Chciałabym wam podziękować za modlitwy o uzdrowienie mojego brata Andrzeja. Modlitwy te prowadzone przez Krzysztofa z wielką mocą, wiarą i miłością, są wielkim darem Boga ,a to cierpienie jest dla nas próbą cierpliwości i zaufania Mu

Na koniec spotkania w Częstochowie, miałam okazję by, prosić również o modlitwę Marcina Zielińskiego. Położył on na nas ręce ,byśmy, później pomodlili się nad Andrzejem .Cały ten czas modlitwy w Częstochowie udzielił mi ogromnej mocy ,ogromnego pokoju i pewności że Bóg pragnie nas uzdrawiać .Po powrocie zebraliśmy się w Niedziele ,po porannej mszy świętej ,w ogrodzie różańcowym w Ludźmierzu. Modliliśmy się ,kładąc ręce na Andrzeja, wołaliśmy z wiarą i ufnością, że to jest ten właśnie moment!!Bóg jednak ma swój własny plan !! Namnożył już, bardzo wiele owoców i ogrom dobra nam wyświadczył, dał nam swoją Obecność , Miłość i mogę wreszcie dziękować Mu za to cierpienie ,za to że otrzymaliśmy nową świadomość i nowe Życie w Chrystusie!!!!

Chwała Panu!!!

Dorota

 


Seminarium Odnowy Wiary, którego byłam eksternistycznym, (internetowym) uczestnikiem, w drugim tygodniu, w szczególności na wtorkowym spotkaniu przewidywało katechezę poświęconą grzechowi. Głosił ją Ojciec Kazimierz. Wracałam do niej wielokrotnie za każdym razem odkrywając nowe przesłanie dla siebie. Nie spowiadałam się od tak dawna, że sakrament pokuty wyparłam chyba całkowicie ze świadomości.

Ale im dłużej trwało Seminarium i im częściej odsłuchiwałam katechezę Ojca Kazimierza o grzechu, czyli „umniejszeniu dobru” jakim jesteśmy naturalnie obdarowani, tym częściej pojawiała się myśl o spowiedzi.

Na tydzień przed sobotnim Wylaniem Ducha Świętego w niedzielny poranek po raz n-ty słuchając katechezy Ojca Kazimierza zapragnęłam po raz pierwszy w życiu wyznać „wszystko” Chrystusowi.

Z najprawdziwszą, dogłębną szczerością wyspowiadałam się przed Panem. Z całego życia. Poczułam ulgę…. Ale też z tą chwilą poczułam wzmożoną potrzebę, a zarazem wielki niepokój, że MUSZĘ to wszystko wyznać przed kapłanem, tzn. wypełnić sakrament spowiedzi. To było naprawdę przynaglenie.

I stało się. Mogłam to uczynić i to przed kapłanem do którego Duch  Święty mnie poprowadził. Była to spowiedź nie w konfesjonale, ale w Kaplicy Pojednania.

Przystępowałam do tej spowiedzi spokojna. Wspaniały kapłan sprawił, że jej przebieg nie był bolesnym przeżyciem, chociaż Kaplicę opuszczałam tonąc we łzach radości, wzruszenia ..

Ale cóż się okazało, że Bożym zamysłem nie było tylko przynaglenie mnie do odbycia spowiedzi. Ta spowiedź, za sprawą Ducha Świętego stała się przyczynkiem do uwolnienia mnie (ten proces tak naprawdę się dopiero rozpoczął) od doświadczenia z bardzo wczesnej młodości, które wykreowało na całe lata postawę nie tylko grzeszną, ale też przysparzającą mi problemów i wiodło mnie przez ścieżkę pełną pożądliwości. Nie tylko byłam nieświadoma skutków, ale za te wydarzenia, które za każdą cenę chciałam wymazać z pamięci,  jeszcze się za nie obwiniałam.

To spowiedź okazała się zaskakującym lekiem, a właściwie dopiero odkryciem przyczyn zła, które mi towarzyszyło. To cudowne uzdrowienie, choć do całkowitego wyleczenia jeszcze kawałek drogi… Teraz to czas wielkiej radości i wdzięczności Duchowi Świętemu za wspaniały dar jaki otrzymałam w czasie spowiedzi. To dzięki niej stało się możliwe odkrycie, które wiem, że Bóg sprawił dokonało się w tym sakramencie..

To niesamowite jak nagle spowiedź stała się „czynną” terapią, a kapłan cudownym terapeutą, postawił diagnozę, wskazał przyczynę i następstwa wyznanej prawdy.

Nie ma w tym świadectwie takiego ognia i euforii jaka zwykle towarzyszy objawieniom działania Ducha Świętego, ale WIEM, że ta spowiedź w JEGO zamyśle miała przynieść i przyniosła moc oczyszczającą nie tylko z grzechu ale również z traumatycznych przeżyć. CHWAŁA PANU

Szczęść Boże!

Małgorzata


Świadectwo z seminarium 

Kilka dni przed seminarium przeczytałam  książkę Sary Young „Jezus Żyje”, a od  pierwszego dnia seminarium Jezus zaczął do mnie mówić słowami pełnymi mocy. Czułam Jego miłość, głębokie pragnienie przebywania z Nim, czytałam słowa skierowane do mnie: ,,Jestem bliżej niż powietrze, którym oddychasz. Ja żyje w tobie … kocham twoją duszę…”  i wiele innych słów pełnych miłości i czułości. Miłość Bożą odczuwałam bardzo mocno już od pierwszego dnia seminarium. Przez wiele dni Jezus daje mi poznawać jej głębie, zwłaszcza w momentach gdy byłam z Nim zjednoczona na modlitwie uwielbienia, czułam jej żar w sercu, w duszy. Doświadczałam jej stopniowo coraz mocniej. Czytałam słowa Jezusa, że uzdalnia mnie do przyjmowania jej coraz więcej i mocniej. Jego ogrom łask czułam bardzo mocno każdego dnia. Szczególnie doświadczyłam jej w czasie Mszy Świętej o uzdrowienie, nawet już przed Mszą Świętą poczułam ogromną tęsknotę. Oczekiwałam mocnego spotkania z Bogiem. W czasie błogosławieństwa Najświętszym Sakramentem pierwszy raz poczułam jak spływa na mnie wyraźne ciepło, którym Bóg obdarza mnie coraz częściej. Jezus przychodzi mi z pomocą w moich lękach i stresie. Kiedy wpatruje się w Niego i zwracam się sercem w uwielbieniu, od razu przenika mnie to Boże ciepło. Jest ono bardzo odczuwalne. Ogarnia mnie moc Boża, która odbiera mi jakby siły fizyczne, a jednocześnie spływa na mnie pokój i radość. W czasie Mszy Świętej o uzdrowienie doświadczyłam  ogromnej miłości, która zalała moją duszę z niewyobrażalną mocą, dużo większą niż wcześniej. Drugi raz doświadczyłam takiej mocy na drugi dzień po Mszy  Świętej o uzdrowienie. Na   spotkaniu wspólnotowym poczułam moc Bożą. Później jeszcze po powrocie do domu ponownie doświadczyłam tak ogromnej miłości, oraz uczucia  ogromnej tęsknoty za Bogiem. Wcześniej otrzymałam przekonanie, że my nie musimy czekać aż staniemy się świętymi, by godnie spotkać się z Bogiem, ponieważ to Jego obecność zmienia naszą grzeszność i wzbudza pragnienie świętości.. Jezus pragnie nas obdarzać swoją Żywą Obecnością .

Bardzo szczególnie tez w czasie seminarium Jezus dawał mi odczuć, że zna moje myśli, ponieważ  dostawałam od razu odpowiedz na moje pytania lub jakieś refleksje. Wzrastała ciągle moja świadomość Jego Obecności. Jezus uczył mnie ufności   słowami psalmu: ”Nie będzie się lękał niepomyślnej nowiny, mocne moje serce zaufało Panu.”

W czasie seminarium przeziębiłam się dość mocno, moje dzieci były również chore  i zaczęłam panikować. Ogarnęły mnie najgorsze myśli w jednym momencie. Od  razu zaczęłam kierować myśli ku Bogu. Modliłam się z ufnością o uzdrowienie i czułam bardzo mocno obecność Bożą, ale uzdrowienie nie przychodziło, natomiast doświadczyłam  pokoju i szczególnego umocnienia. Przeczytałam tez słowa Pana Jezusa, że większość rzeczy tych najgorszych, których się spodziewam nie przyjdzie na mnie. Jak Pan obiecał tak było. Poczułam się lepiej już po kilku dniach. Zrozumiałam, że Jezus dopuścił tą chorobę,  po to bym się skupiła się  na Nim, bym była pochłonięta na modlitwie. W czasie tych kilku dni bardzo odczuwałam bliskość Bożą. Łącząc się przez internet w  adoracji Najświętszego Sakramentu doświadczyłam takiego spojrzenia Jezusa, odczułam jakby Jego promienie wystrzeliły w moją stronę i poczułam  ciepło na sercu, tak jakby chciał powiedzieć: wiem, że tutaj jesteś! W kolejnym dniu, odczułam bardzo mocno obecność Ducha Świętego. Właśnie trwał  tydzień   rozważań o Duchu Świętym, otrzymałam niesamowity pokój i radość ogarniającą mnie całkowicie.

Duch Święty daje inne spojrzenie na rzeczywistość,  ukazuje inną perspektywę, ogarnia nasz umysł zmienia sposób  myślenia.  Pokazał mi  Boga jako miłosiernego Ojca ,a Jezusa ukazał mi jako  Człowieka ,który tak jak my lubi śpiewać, cieszyć się, tańczyć, umie doskonale  współczuć, pocieszyć, jest taki ludzki, pełen dobroci niepojętej. Poczułam jak pragnie nas uzdrawiać, czułam Jego wszechmoc, Jego miłosierdzie i Jego piękno.  Dostałam wiele łask, poczucie wdzięczności, pragnienie uwielbiania Boga.

Któregoś dnia, odwiedził mnie brat chory na stwardnienie rozsiane, za którego ciągle się modlimy. Włączyłam  modlitwy uwielbienia , w sercu miałam pragnienie ,chciałam by Bóg pociągnął go mocno..

Podniosłam tylko ręce do góry w uwielbieniu i poczułam Ducha Świętego, na dłoniach poczułam wirujące powietrze, mrowienie i ciepło. Na całych rękach poczułam  świeże powietrze i delikatny wiatr, który jakby powiał wokół mnie. Wpadłam w euforię, posadziłam Andrzeja na krzesło i zaczęłam się modlić. Byłam w pełnej radości, choć Andrzej ciągle czeka na uzdrowienie, a Bóg jest bardzo szczodry w swoich łaskach i daje nam pewność, że wkrótce to nastąpi .Tego dnia było święto Zwiastowania i poczułam bliskość Maryi, a gdy przyjęłam komunie Świętą, spłynęło bardzo miłe ciepło do mojego żołądka. Pan Jezus już kilka razy dał mi odczuć w ten sposób  swoją bliskość, później podczas wystawienia Najświętszego Sakramentu poczułam Obecność Bożą .

Bardzo mocno przeżyłam też dzień wylania Ducha Świętego.  Podczas modlitw czułam mrowienie na dłoniach i delikatną Obecność Bożą, a później gdy była modlitwa nad Andrzejem, my w ławce  razem z siostrami  modliłyśmy się za niego.

Nagle poczułam jak spływa na mnie taka ciężkość. Miałam wrażenie, jakbym wbijała się w podłogę, czułam Obecność Bożą bardzo mocno.

W domu dzieliliśmy się słowami otrzymanymi od  Ducha Świętego,  poruszał nasze serca z całą mocą, a ja czułam cały dzień bardzo mocno Bożą obecność.  W kolejnych dniach również doznawałam pewności, że wszystko jest możliwe z Bogiem, który nas umacnia.

Dziękuję Ci Panie za te wszystkie łaski! Dziękuję Ci Panie  za te wszystkie modlitwy, za osoby które modliły się nad nami. Dziękuję Ci  Panie za modlitwy nad Andrzejem.    Dziękuję Ci Panie za wszystkie osoby, przez które nas ubogacasz. Dziękuję Ci Panie za obraz, który miała jedna osoba  ze  wstawienników, że Ty Panie całujesz stopy Andrzeja.

Dziękuję Ci Panie za Tą wspólnotę, w której możemy wzrastać duchowo !

Dziękuje Ci za Twoje Miłosierdzie, Chwała Tobie Panie !!

Dorota


Seminarium Odnowy Wiary, którego byłam eksternistycznym, (internetowym) uczestnikiem, w drugim tygodniu, w szczególności na wtorkowym spotkaniu przewidywało katechezę poświęconą grzechowi. Głosił ją Ojciec Kazimierz. Wracałam do niej wielokrotnie za każdym razem odkrywając nowe przesłanie dla siebie. Nie spowiadałam się od tak dawna, że sakrament pokuty wyparłam chyba całkowicie ze świadomości.

Ale im dłużej trwało Seminarium i im częściej odsłuchiwałam katechezę Ojca Kazimierza o grzechu, czyli „umniejszeniu dobru” jakim jesteśmy naturalnie obdarowani, tym częściej pojawiała się myśl o spowiedzi.

Na tydzień przed sobotnim Wylaniem Ducha Świętego w niedzielny poranek po raz n-ty słuchając katechezy Ojca Kazimierza zapragnęłam po raz pierwszy w życiu wyznać „wszystko” Chrystusowi.

Z najprawdziwszą, dogłębną szczerością wyspowiadałam się przed Panem. Z całego życia. Poczułam ulgę…. Ale też z tą chwilą poczułam wzmożoną potrzebę, a zarazem wielki niepokój, że MUSZĘ to wszystko wyznać przed kapłanem, tzn. wypełnić sakrament spowiedzi. To było naprawdę przynaglenie.

I stało się. Mogłam to uczynić i to przed kapłanem do którego Duch  Święty mnie poprowadził. Była to spowiedź nie w konfesjonale, ale w Kaplicy Pojednania.

Przystępowałam do tej spowiedzi spokojna. Wspaniały kapłan sprawił, że jej przebieg nie był bolesnym przeżyciem, chociaż Kaplicę opuszczałam tonąc we łzach radości, wzruszenia ..

Ale cóż się okazało, że Bożym zamysłem nie było tylko przynaglenie mnie do odbycia spowiedzi. Ta spowiedź, za sprawą Ducha Świętego stała się przyczynkiem do uwolnienia mnie (ten proces tak naprawdę się dopiero rozpoczął) od doświadczenia z bardzo wczesnej młodości, które wykreowało na całe lata postawę nie tylko grzeszną, ale też przysparzającą mi problemów i wiodło mnie przez ścieżkę pełną pożądliwości. Nie tylko byłam nieświadoma skutków, ale za te wydarzenia, które za każdą cenę chciałam wymazać z pamięci,  jeszcze się za nie obwiniałam.

To spowiedź okazała się zaskakującym lekiem, a właściwie dopiero odkryciem przyczyn zła, które mi towarzyszyło. To cudowne uzdrowienie, choć do całkowitego wyleczenia jeszcze kawałek drogi… Teraz to czas wielkiej radości i wdzięczności Duchowi Świętemu za wspaniały dar jaki otrzymałam w czasie spowiedzi. To dzięki niej stało się możliwe odkrycie, które wiem, że Bóg sprawił dokonało się w tym sakramencie..

To niesamowite jak nagle spowiedź stała się „czynną” terapią, a kapłan cudownym terapeutą, postawił diagnozę, wskazał przyczynę i następstwa wyznanej prawdy.

Nie ma w tym świadectwie takiego ognia i euforii jaka zwykle towarzyszy objawieniom działania Ducha Świętego, ale WIEM, że ta spowiedź w JEGO zamyśle miała przynieść i przyniosła moc oczyszczającą nie tylko z grzechu ale również z traumatycznych przeżyć. CHWAŁA PANU

Szczęść Boże!

Małgorzata


To jest świadectwo Lusi z Kijowa po modlitwie o wylanie Ducha Świętego poprzez skypa w dniu 12 kwietnia 2017
Drodzy Krzysiu i Faustyna!!!!!!

Dla mnie był to taki wstrząs, taka moc Ducha Świętego, ze bałam się stracić przytomność, byłam na granicy omdlenia. Wiem, ze to nie najważniejsze.

Miałam niepokój z powodu wydarzeń, które muszą być, przyjeżdża do mnie rodzina brata, która potrzebuje pomocy.  Uczestniczyłam w Drodze Krzyżowej w Poznaniu poprzez transmisję i usłyszałam dla siebie takie słowa. «Trzeba mieć jeszcze więcej miłości do bliźniego, a Bóg udzieli ci jeszcze więcej łaski, żeby ludzie znaleźli drogę do Niego i pojednali się z Bogiem w Jezusie Chrystusie.»

Teraz, kiedy Duch Święty przyszedł do mnie z tako mocą i siłą, już wiem, że otrzymałam obiecaną Łaskę. Mam radość, spokój i przekonanie, że Duch Święty już nie zostawi nas, a prowadzi swoimi drogami i pomoże we wszystkim.

Słowo, które było dane dla mnie w czasie wylania Ducha Świętego – to dla mnie wielka odpowiedzialność. Chcę być godna tego Słowa. Ale «Bóg powołał» mnie i to jest tak piękne. Chce więcej żyć dla Boga i z Bogiem, zaczynać i zakańczać każdy dzień Jego Słowem, które do mnie skierował.

 Życie – to  nieprzerwana droga do Boga. Pamiętam, kiedy 20 sierpnia 2010 roku było dla mnie pierwsze wylanie Ducha Świętego w kapliczce w Dursztynie. Zapisałam wtedy: «Jasny, pogodny poranek. Łaskawe słońce. Zielone pola biegną do błękitnych gór na horyzoncie. Jak trzeba kochać człowieka, żeby stworzyć dla niego tak piękny świat! Dlaczego człowiek nie potrafi być takim doskonałym.»

12 kwietnia 2017 roku w Kijowie bylo dla mnie nowe wylanie Ducha Świętego, odczuwałam Ciebie tak samo jak w kapliczce w Dursztynie pod „złotym gołębiem” Ducha Świętego.

Bóg zapłać, drodzy Krzysiu, Faustyna!!!!! Teraz Duch Święty prowadzi mnie. Zawsze będę wołać Go i wołać o Jego pomoc, bo bez Niego nie jestem w stanie nic zrobić.

Chce dodać, że mój kochany Eugeniusz prowadził mnie i do pierwszego i do drugiego wylania Ducha Świętego. On był narzędziem w rękach Boga dla mojego nawrócenia. Bóg zapłać mu. Na zawsze w moim sercu. Kocham go.
Lusia (z Kijowa)


Świadectwo ze spotkania z Jezusem !!

Poszukując uzdrowienia dla mojego brata Andrzeja, chorego na stwardnienie rozsiane, otworzyłam
na nowo serce dla Boga. Modliliśmy się wspólnie, koronką do Bożego Miłosierdzia i po pierwszej modlitwie, zaczęłam się zastanawiać, jak prosić Boga o uzdrowienie i zaczęłam szukać, korzystałam z internetu i znalazłam audycje Dotyk Boga – ze Szkoły Nowej Ewangelizacji ,,czy wszyscy mogą być uzdrowieni ,, ,,Gdyby Bóg chciał, ,,zawarte w nich świadectwa, otworzyły moje oczy na Miłość Bożą. Od razu poczułam że, znalazłam drogę do uzdrowienia. Korzystając z wielu modlitw tej wspólnoty ogłosiłam Jezusa jako mojego Pana i Zbawiciela i po tym oddaniu życia Jezusowi, dostałam nowe spojrzenie na wiarę, na Boga, odczułam ogromne pragnienie Słowa Bożego, pochłaniałam Pismo Święte daznałam wrażenia, jak gdyby ktoś otworzył mi umysł. Byłam oszołomiona audycjami. Wszystko działo się bardzo szybko, udział mój we mszy św. niedzielnej, był bardzo wyjątkowy, ponieważ kazde Słowo Boże inaczej niż zwykle otwierało mi serce, brzmiało nadzwyczajnie, pełne miłości Bożej, czułam jak otwierają mi się oczy, jak gdybym pierwszy raz brała udział we mszy swietej, po której była adoracja Najswietszego Sakramentu. Przeżyłam doświadczenie obecności Ducha Świetego, co zrozumiałam dopiero później, podczas tej adoracji prosiłam w modlitwie Panie Jezu, ja Tobie wierze, że chcesz uzdrowić Andrzeja i zobaczyłam moją wiarą jak wchodzi mój brat zdrowy do mojego domu. W tym momencie dzwonienie dzwonkami podczas wystawienia, na kilka sekund zabrzmiało w moich uszach jak głośne, ogłuszające uderzenie dzwonu i w tym tez samym momencie promienie słońca które świeciło mi na twarz, przez witraż kościelny, jak gdyby mnie oślepiły, przez krótką chwile, przez moment miałam wątpliwości, czy to zdarzenie było prawdziwe, ale czułam się inaczej byłam oszołomiona i szczęśliwa, pełna niedowierzania, wracając do domu zastanawiałam się, jak znajdę odwagę, by o tym opowiedzieć komukolwiek. Weszłam do domu, mąż pyta co się stało? A ja na to, ze cos mi się wydawało, nie zdążyłam skończyć zdania, gdy poczułam jak jakaś moc czy osoba bardzo odczuwalna fizycznie zapewniała mnie ze Andrzej będzie zdrowy, później zaczęłam bardzo płakać, a później śmiać się, nie da się opisać mojego śmiechu i ogromnej odczuwalnej radości, cały ten dzień, był wyjątkowy, napełniony ogromną radością i pokojem czułam to napełnienie Duchem św., byłam spokojna, przez cały dzień odczuwałam jak gdyby przyszło do mnie Królestwo Boże. Pan Jezus prowadził mnie dalej, na kolejnej mszy sw niedzielnej sprawowanej przez księdza Olszewskiego, usłyszałam piękne kazanie o miłości Boga Żywego, przypomniałam sobie jak kilkanaście lat wcześniej, doświadczyłam spotkania z Żywą obecnością Jezusa. Miało to miejsce w Taize we Francji, wtedy tez doświadczyłam napełnienia Duchem Sw , a Jezusa odczuwałam bardzo blisko, czułam fizyczną Jego obecność, ale niestety zły tez był blisko, i wmawiał mi ze Bóg, chce ode mnie cierpienia, że skoro przychodzi do mnie tak blisko, to na pewno w tym celu. Walczyłam wewnętrznie, ale strach był większy, zabrakło mi wiedzy o miłości Boga i choć bardzo długo czułam bliskość Jezusa, to jednak troski życia doczesnego, przeszkadzały mi w prawdziwej relacji z Bogiem , i kiedy usłyszałam na tym kazaniu niedzielnym piękne słowa o millosci Jezusa, już wtedy doświadczyłam ogromnej tęsknoty za Nim, na tej samej mszy sw, doświadczyłam, ponownego spotkania z Panem Jezusem, podczas komunii św stojąc w kolejce poczułam Jego fizyczną obecność w Najświetszym Sakramencie przez chwile odczuwałam aurę Jego świętości Jego Majestatu, bardzo emocjonalnie przeżyłam to spotkanie . Później Pan poprowadził mnie na msze sw o uzdrowienie, podczas Adoracji czułam jakby rozdzieranie serca, bardzo silne uczucie trudne do opisania, połączone z tęsknotą i miłością. Ksiadz z Najświetszym Sakramentem pochylał się nad każdą osobą, w całym kościele, gdy zbliżył się do mnie, poczułam jak moje serce chciało wybuchnąć było już ogarnięte Jego Miłością, podczas tej adoracji Pan uzdrowił moją mamę, z bolącej ręki, dość dokuczliwy ból, do dzisiaj nie powrócił, a mnie uwolnił od lęku, przed złymi duchami, który towarzyszył mi przy każdej głębszej modlitwie, po tej nocy obudziłam się rano pełna pokoju i miłości Jezusa. Jego miłość, uczucie, które trudno sobie wyobrazić, miłość, która budziła mnie w nocy, niosła radość ale i niedowierzanie że tak szczególnie doświadczył mnie Bóg. Czułam podziw i przekonanie, jak bardzo On kocha każdego człowieka. W tamtym czasie często w różnych audycjach Dotyku Boga, słyszałam słowa Samego Jezusa, skierowane do mnie, czułam wtedy ciepło i słodycz w słowach nie bój się Ja Jestem z Tobą! Wielokrotnie również w Piśmie św., nie Bój się nie lękaj się, cytaty, które często mnie bardzo umacniały, które były skierowane do mnie Jego Miłość czułam paręnaście dni, a później znowu braliśmy udział we mszy sw o uzdrowienie w naszej parafii w Ludźmierzu i Pan Jezus doświadczył moją rodzinę swoją obecnością, przed mszą św. dostałam teksty z Pisma św ze Pan zaprasza wszystkich na ucztę, że będzie obdarzał łaskami i tak było, moja mama dostała słowa poznania ze Jezus zabiera jej wszystkie troski, moją siostrę uzdrowił z emocji, a słowa poznania słyszałam kilka razy skierowane do niej, ponieważ poczuła ona ogromny ból nóg i rąk, obydwie byłyśmy na początku przerażone tym doświadczeniem, ale słowa poznania, były, ze poprzez ten ból Pan Jezus uzdrawia jej emocje. Druga siostra miała pocieszenie od Jezusa, nawet osoba którą zaprosiła, na msze sw, moja mama, doświadczyła Jego Laski, a mnie samą Pan obdarzył znowu swoją miłością, którą czułam długo. Podczas każdej mszy sw, moje serce pałało ku Niemu. Czułam tęsknotę i pragnienie Bożych słów, ciągłe zapewnianie o Jego obecności, ostatnio często podczas uwielbienia, lub adoracji doświadczam żywej obecności Jezusa. Poprzez program Dotyk Boga Pan uzdrowił moje spojrzenie na wiarę, odkryłam, że cierpienie nie pochodzi od Boga, ze On Jest Milością, która pragnie nas uzdrawiać. Doświadczam Jezusa, który troszczy się o mnie, nie ma dla Niego spraw mniej ważnych, nawet maleńka rzecz w naszym życiu jest dla Niego ważna, przestałam się lękać, bo wiem, że Jezus jest ze mną, uczę się oddawać mu każda chwilę. Modlimy się nadal za mojego brata Andrzeja i wierzymy ze Bóg go uzdrowi, wielokrotnie dostawałam pocieszenie z Pisma sw i zdobyłam pewność, ze Bóg chce go uzdrowić nawet Andrzej będąc kiedyś na mszy sw., został zaczepiony przez obcą osobę, która skierowała do niego słowa ,,właśnie Pan Jezus mi powiedział że cie uzdrowi,, Jezus przychodzi z pocieszeniem w każdej sytuacji, tylko trzeba otworzyć swoje serce. Bardzo prosimy o modlitwę za Andrzejem.
Za wszystkie cuda Chwała Tobie Panie !!!
Dorota


Jezu Przyjacielu mojej duszy!
Jezu, pragnę Ci nieustannie dziękować, za cud uzdrowienia mojego ciała, ale przede wszystkim mojej duszy zalęknionej przez chorobę.
Dziękuję Jezu, że troszczyłeś się o mnie od pierwszych minut po rozpoznaniu choroby, raczej wyroku- rak piersi, aż po dzień kiedy otrzymałam pozytywny wynik badania, który oznacza, że jestem zdrowa.
Wiadomość o chorobie wryła mi twarz w ziemię, tym bardziej, że jestem pielęgniarką opiekującą się chorymi z chorobą nowotworową i zdaję sobie sprawę z powagi rozpoznania. Twoja pierwsza pomoc okazała się natychmiastowa w słowach pieśni „ Niech łaska Twoja zawsze nam sprzyja, módl się za Nami Zdrowaś Maryjo”, usłyszałam je kilka minut po rozpoznaniu. Wtedy poczułam, że jest obok mnie Twoja Matka, łzy jeszcze bardziej cisnęły się do oczu, to było morze łez, od początku miałam przekonanie że muszę moją chorobę zawierzyć Naszej Ukochanej Matce, co uczyniłam przed Cudowną Figurką Matki Bożej Ludźmierskiej, Gaździnie Podhala w wigilię Święta Wniebowzięcia Naszej Królowej, a kilka godzin wcześniej miałam tę łaskę, że mogłam być w Łagiewnikach w Krakowie przed Twoim obrazem JEZUSA MIŁOSIERNEGO i mogłam oddać Ci moją chorobę i wiele innych trosk, które leżały mi na sercu.
Dziękuję Jezu, że już następnego dnia po rozpoznaniu, posłałeś do mnie wystawienników z mojej wspólnoty Benedictus, którzy się modlili nade mną, nie były to osoby z Diakonii Wstawienniczej, ale TY Jezu byłeś pośród nas. Osuszyłeś moje łzy i wlałeś w moje serce pokój, który odczuwam do tej pory i mogłam w zaufaniu podjąć leczenie.
Dziękuję za wszystkie pielęgniarki, lekarzy i wszystkie osoby, które przyczyniły się do mojego zdrowienia, Jezu Ty byłeś najważniejszym moim Lekarzem, bez leczenia wspomagającego w Eucharystii, bez Ducha Świętego objawiającego Ciebie w codziennym Słowie, które było nieocenionym wsparciem, byłoby o wiele trudniej.
Dziękuję za łaskę zanurzenia się w Twoim Słowie. Pomimo ciężkiego leczenia dawałeś mi siły, by być z Tobą w modlitwie.
Dziękuję za szczególną łaskę i zaproszenie do uczestnictwa w Eucharystii z modlitwą o uzdrowienie przed Twoim Obliczem, kiedy czułam szczególną bliskość i obecność, że jesteś przy mnie i mogłam Cię uwielbiać, chwalić, prosić, dziękować i adorować.
Dziękuję za nieustanną troskę podczas naświetlania, kiedy byłeś ze mną w tej zamkniętej komorze we fragmencie obrazu ręki błogosławiącej mnie z obrazu JEZUSA MIŁOSIERNEGO.
Dziękuję Duchowi Świętemu za słowa piosenek, które cisnęły się na moje usta podczas trudnych zabiegów, gdzie zamiast strachu mogłam, uwielbiać Boga.
Dziękuję za moich najbliższych, szczególnie, mojej córce Kasi, mamie i mojemu rodzeństwu, dziękuję, że nas jeszcze bardziej zbliżyłeś do siebie, przez co mogliśmy odczuwać jeszcze większą więź z Tobą i Twoje prowadzenie.
Teraz Jezu polecam Ci każdego chorego, którego stawiasz mi na mojej drodze, którym mogę się opiekować, który czyta moje świadectwo doświadczenia mojej choroby, abyś troszczył się o każdego z osobna, aby każdy mógł doświadczyć Twojego prowadzenia, Twojej Opieki w tej trudnej drodze leczenia. Posyłaj Ducha Pocieszyciela, aby nieustannie wzmacniał w nim wiarę, nadzieję i miłość.
Teraz zwracam się do Ciebie. Dziękuję Jezusowi, że mogę być Twoją pielęgniarką, osobistą lub duchową, nie tylko Twojego ciała ale i duszy. Zwracam się również do Ciebie, którego może dotyka inna choroba, wiem, że nie jest Ci łatwo, jestem z Tobą i polecam Ciebie w codziennej modlitwie tu na ziemi a w przyszłości w niebie. Proszę Cię zanieś swoje troski do Pana, On będzie Cię prowadził i troszczył się o Ciebie. Zaproś Jezusa do swojego serca jako Twojego Pana i Zbawiciela, On Ciebie poprowadzi, poczujesz radość i pokój płynące z Jego Serca.
Pragną zakończyć słowami św. Faustyny „Niech każde uderzenie mojego serca, będzie nowym uwielbieniem Ciebie Trójco Przenajświętsza. Skarbie mojego serca, Piękności Moja, Mistrzu, Zbawicielu, Oblubieńcze wszystko położyłam w Miłosierdziu Twoim,” (Ania)


Nigdy nie wątpiłam w istnienie Boga i szatana jednak po narastaniu problemów kiedy myślałam ,że znajduje się w sytuacji  bez wyjścia ,podczas modlitwy prosiłam Boga aby mi pomógł. Bardzo pragnęłam żeby moja modlitwa została wysłuchana . Postanowiłam mieć pewność i zwróciłam się o pomoc do szatana- powiedziałam : ,,jeżeli  chcesz to ewentualnie Ty możesz mi pomóc”.

Z racji tego , że nie byłam świadoma konsekwencji wypowiedzianych słów jak też siły i nienawiści jaką szatan pała do człowieka myślałam ,że to tylko takie niewinne słowa.. prośba ,która  pewnie i tak nie zostanie spełniona, nic bardziej mylnego. To o co prosiłam się spełniło, a o słowach wypowiedzianych w stronę złego  kompletnie zapomniałam. Moje życie  od tego momentu dzień za dniem zaczęło się diametralnie zmieniać , oczywiście na gorsze: szatan działa pomału na początek przedstawia nam zło w dobrym świetle , pobudza naszą ciekawość  ‘’ wszystkiego w życiu trzeba spróbować ‘’,”przecież wszyscy tak robią” wkraczamy na jego teren on nas zniewala , znieczula ,wyniszcza i prowadzi do śmierci. .
Ogarniał mnie bezsens istnienia ,chciałam wypełnić czymś pustkę która mnie wypełniała, poszuk-iwałam miłości , akceptacji i zrozumienia ,gdy tego nie znajdowałam narastał we mnie duch buntu i tak zaczęła się moja przygoda z nikotyną ,alkoholem ,imprezami  .Stopniowo zatracając  samą siebie bardzo mocno uwikłałam się w okultyzm,  zaczęłam  słuchać muzyki z przekazem czysto satani-stycznym  ,kościół budził we mnie niechęć ,unikałam Mszy Świętych a do spowiedzi przystępowałam tylko przed większymi świętami  zatajając grzechy czego konsekwencją były świętokradcze Komunie Święte = szeroko otwarte drzwi dla  wszelkiego rodzaju zła. Wyśpiewywałam  pewne mantry , których znaczenia nie rozumiałam a jak się później okazało nieświadomie przywoływałam do siebie demony , jednocześnie je ubóstwiając.  Można to porównać do tego, gdy ktoś nieświadomie pije truciznę – zatruwa się bez względu na to czy tego chciał czy też nie. Przeżywałam obsesje  diabelskie (nadzwyczajne działanie złego ducha) co przejawiało się udrękami  wewnętrznymi , które mnie paraliżowały duchowo ,objawiając się poprzez natarczywe myśli, koszmary senne, tendencje samobójcze, samookaleczenia itp. Przeżyłam również różne formy zewnętrznego nękania przez szatana, jak np. niewytłumaczalne zjawiska, hałasy, odgłosy niewiadomego pochodzenia , których często świadkami byli moi znajomi. To był zdecydowanie najgorszy okres w moim życiu i nikomu nie  życzę takich doświadczeń ! J  Wszystko zaczęło się zmieniać ,gdy podczas lekcji religii w szkole średniej ksiądz powiedział , że człowiek  może dokonać wyboru być po dobrej albo złej stronie ,nie istnieje coś takiego jak bycie  pośrodku, między dobrem a złem  -(Mt 6, 24  – Apokalipsa 3.15-16 )  Te słowa Mnie dogłębnie poruszyły , całkowicie zmieniły mój tok myślenia –nie chciałam być po stronie zła. Pod wpływem tego impulsu i wysłuchaniu wielu świadectw osób nawróconych pierwszy raz od kilku lat zaczęłam się modlić i powiedziałam,, Jezu, jeśli na prawdę istniejesz to pokaż mi  to ,bo ja już nie mam siły tak dłużej żyć , chce abyś był Panem mojego życia ,, (Rz 10, 9-10). Po kilkuletniej przerwie ,pierwszy raz przystąpiłam do sakramentu pokuty ze szczera chcecie poprawy , żałując za wszelkie zło jakiego dokonałam w życiu. Ta spowiedź zmieniła moje życie zaczęłam dostrzegać świat , którego wcześniej nie widziałam. Wszystkie obsesyjnie myśli zniknęły, byłam bardzo wrażliwa na otaczające mnie zło. Szczególnie na wszelakie przekleństwa i imię ,,Jezus ,, które tak wielu ludzi wypowiada często nieświadomie w złości. Przeżyłam szok, że to wszystko jest prawdą i cała walka między dobrem a złem w duchowym świecie jest tak realna.

Zaczęłam uczęszczać na modlitwy o uwolnienie do księdza posługującego w mojej parafii.
Wszystko wydawało się układać  bardzo dobrze, aż po kolejnej z rzędu modlitwie przypominam sobie fakt który zaszedł w moim życiu kilka lat temu a mianowicie tą nieszczęsną prośbę ,która skierowałam w kierunku złego. Chciałam bliżej poznać osobę Jezusa ale nie wiedziałam do końca jak ,pewnego popołudnia siedząc w pokoju usłyszałam wewnętrzny głos: ,, otwórz pismo święte ,, . Pomyślałam co? Jakie pismo święte :O Mój pokój przepełniony był symbolami okulistycznymi , figurkami różnych bożków. A tu taka myśl, zdziwiłam się tym bardziej, gdy zobaczyłam Biblię na moim biurku. Zaczęłam czytać. Byłam w szoku ,że tekst który został spisany 2000 lat temu jest tak aktualny i prawdziwy ,na sam koniec 2 listu do Tymoteusza, przeczytałam zapisane imię ,,Klaudia,,. W jednym momencie poczułam tak wielkie ciepło które jak woda wlewało się do mojego serca i miłość, której tak długo szukałam .Przez dar łez  doznałam oczyszczenia , nie mogłam wyjść z podziwu i zachwytu. Od tego momentu ataki złego zwiększyły się ze zdwojoną siła ..Po tym jak pierwszy raz opowiedziałam o moich przeżyciach niewierzącej koleżance kolejny raz poczułam to cudowne ciepło i pokój , usłyszałam słowa ,,Jestem  jak powietrze ,,. Znów  będąc w wielkim szoku  pomyślałam –jak to jak powietrze ? :O Odpowiedź brzmiała tak ,, Nie widzisz Mnie  nie czujesz jednak Jestem wszędzie , potrzebujesz Mnie do życia , beze mnie umierasz .. ,,Ciężko  jest mi opisać co wtedy czułam J
Pewnej niedzieli po dość długich namowach znajomych opuściłam Msze Świętą cała złość jaką czułam dawniej powróciła , jednak znikły wszelkiego rodzaju nękania demoniczne. W pewnym stopniu odpowiadało mi to  , powróciłam do tego co było dawniej chociaż  zmieniłam rodzaj imprez i towarzystwo –gra pozostała ta sama. Znów bardzo rzadko bywałam w kościele , żyłam w pozornym szczęściu  lecz w głębi duszy wiedziałam ,że robie coś złego ale ciężko mi było się z tego podnieść .
Szatan wmawia nam ,że mamy czas do nawrócenia i możemy odkładać tą sprawę ,jednak nigdy nie wiemy kiedy nastąpi koniec naszego życia .. codziennie słyszymy o wypadkach śmiertelnych ale myślimy ,że nas to nie dotyczy jest to oczywiście kłamstwo  (Mt 25,13). W jakimś stopniu przekonałam się o tym, kiedy przechodziłam przez ulice ,gdy na przejściu dla pieszych zobaczył  mnie  kierowca busa, śmiejąc się , bardzo gwałtownie przyspieszył – nigdy nie zapomnę jego wyrazu twarzy
to czy przeżyję było kwestią jednego kroku mogłam wybrać  życie albo śmierć. Towarzyszyły temu bardzo silne pokusy , którym uległam –zrobiłam krok do przodu jednak jakaś wielka siła odepchnęła mnie i dopiero wtedy uświadomiłam  sobie  co mogło się stać . Pan powiedział do mnie tak :,,Klaudia mogłaś zginąć , kiedyś tak bardzo Mnie prosiłaś ,żebym Cię zachował od nagłej i niespodziewanej śmierci , teraz żyjesz dzięki Mnie ! Nawróć się!! ,, Reszta tamtego dnia była przepełniona refleksją nad moim postępowaniem . Nigdy nie byłam tak blisko śmierci to było wyraźne ostrzeżenie,  jednak nie zrobiłam nic w kierunku zmiany mojego życia. W dalszym ciągu sama się wyniszczałam ,aż do wieczoru kiedy powiedziałam ,, Boże daj mi jakiś znak bo już tak dłużej nie mogę żyć ,,
Odpowiedzią na  modlitwę  był pożar w moim domu , w  wyniku  tego właśnie  pożaru spłonął cały strych a strażacy wynieśli tylko 1 rzecz jaką było praktycznie nienaruszone Pismo Święte. Otworzyłam księgę powtórzonego prawa (Pwt 30) ( warto się zapoznać z tym tekstem ) pomyślałam ironicznie ,, dzięki za taki znak ,, wtem z Pisma wypadły dodatkowe 2 strony z nieznanej mi dotąd książki ale nawet to nie zmieniło mojego negatywnego nastawienia w stosunku zmiany mojego życia ,wręcz przeciwnie – bardziej zbuntowałam się przeciwko kościołowi .Jeszcze przez  pół roku trwałam w tym buncie, skutecznie odrzucając wszelkie napomnienia pochodzące od Boga .. w końcu uległam .
Przeszłam ciężką walkę o swoją wolność  ,wiele prób i przeszkód moje uwolnienie  od wszelkiego nękania pochodzącego ze strony  złego trwało ponad 5 lat . Zmieniłam swoje życie, jednak nie robiłam nic w kierunku walki ze złem na świecie ,wciąż prowadziłam ‘’wygodne’’ życie
(‘’ Wierzysz, że jest jeden Bóg? Słusznie czynisz – lecz także i złe duchy wierzą i drżą
Jaki z tego pożytek, bracia moi, skoro ktoś będzie utrzymywał, że wierzy, a nie będzie spełniał uczynków wiara bez uczynków jest bezowocna. Tak jak ciało bez ducha jest martwe, tak też jest martwa wiara bez uczynków’’). Odpowiedzią ze strony Boga na życie jakie  w dalszym ciągu prowadziłam, była Apokaliptyczna wizja końca świata … na końcu padły słowa ‘’Nawróć się, nie zmarnuj swojego życia , póki masz czas ‘’. To mnie dogłębnie przenikło i poruszyło , było mocnym impulsem, który popchnął mnie w kierunku radykalnych zmian .Dzisiaj często spotykam się z brakiem zrozumienia w stosunku do mojej osoby, to tylko mnie upewnia w przekonaniu ,że droga którą wybrałam jest słuszna. Kiedyś na modlitwie zapytałam Pana dlaczego akurat ja musiałam tak dużo przejść w swoim życiu  odpowiedz była jasna,,   Ukazałem się tobie po to, aby ustanowić cię sługą i świadkiem tego, co zobaczyłeś, i tego, co ci objawię.  Obronię cię przed ludem i przed poganami, do których cię posyłam, abyś otworzył im oczy i odwrócił od ciemności do światła, od władzy szatana do Boga. Aby przez wiarę we Mnie otrzymali odpuszczenie grzechów i dziedzictwo ze świętymi”.
Tak więc w pewnej mierze zdecydowałam się opowiedzieć  to czego doświadczyłam, wiem w kogo wierzę i nie wstydzę się tego ,gdyż ‘’ to mówimy, co wiemy, i o tym świadczymy, cośmy widzieli’’
Myślę ,że dobrym podsumowaniem mojego powyższego świadectwa będzie ten cytat  z Mt 10
,, Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle.

(Klaudia)


 

Alleluja!

Witam, mam na imię Janina, jestem  mężatką i mamą 6 letniej Julii. Cieszę się darem spotkania z Chrystusem Eucharystycznym w  Gąskach,  pragnę złożyć świadectwo jak zostaliśmy z mężem uzdrowieni.

Zacznę od tego, że to, że byłam z mężem w Gąskach, to zasługa Pana Boga, ponieważ mąż miał nie jechać z nami. Pracuje za granicą w Wiedniu i jest ciężko z urlopem. Boguś przez ostatni rok był zaledwie 38 dni w domu. Zanim wyjechaliśmy, szatan strasznie mieszał i stawiał nam trudności. Pierwsza, to brak urlopu, druga- brak pieniędzy, trzecia – problem z mężem,który jest alkoholikiem i były obawy ze strony kadry czy  może jechać. W tych trudnościach uciekałam w modlitwę, w różaniec do Krwi Chrystusa, prosząc o to, by było wszystko zgodnie z Bożą wolą. Modlitwa została wysłuchana, nie ulegliśmy szatanowi.

Wyjechałam pełan obaw, bo wiedząc jak mąż pije, bałam się strasznie, ale zaufałam Panu. Pierwszy dzień upłynął w podróży bez zbędnych słów. Poranek dnia drugiego, gdy zobaczyłam brata Krzysztofa, pomyślałam sobie, że ten człowiek ma ogromną miłość od Boga, miał to w oczach, a ciepło, które biło było bardzo namacalne. Widząc zachowanie męża, jak bardzo się zmienia pod wpływem konferencji Księdza Adama, zrodziło się we mnie pragnienie prośby o modlitwę za męża, ale nie że ja sama, ale grupa aby mi pomogła, ponieważ w Piśmie Świętym jest napisane, gdzie dwoje lub troje, tam Ja jestem pośród was i tak też się stało. Mocą Ducha Świętego otwarłam się na grupie opowiadając nasz problem. Duch Święty był i Jego moc była ze mną i mężem, który też wyrażał taką potrzebę. Z każdą minutą,godziną czułam, że mąż pragnie się zmienić i tak się stało. Najpierw spowiedź, poźniej modlitwa, następnie modlitwa przed żywym Jezusem. Nałożenie rąk przez ks. Adama z olejem egzorcyzmowanym, czułam moc, z którą możemy góry przenosić. Teraz już wiem, że Duch Święty jest w nas, mąż nie pije, a mnie przepełnia Boża radość.

Podczas konferencji ks. Adama, który tak pięknie mówił o miłości do swoich rodziców, wtedy poczułam jak bardzo brakuje mi ojca, ale rówież to, że nasze relacje w małżeństwie nie są poukładane. Ja męża zdradziłam 5 lat temu, wiem że mąż mi to wybaczył. W skutek tej zdrady straciłam prawa do Julii. Córkę oddałam całkowicie Matce Bożej, by ją prowadziła i miała ją w swojej opiece.

Czas w Gąskach był czasem totalnej zmiany w moim życiu. Wczesniej wierzyłam, ale się bałam. Ten czas zaowocował w naszej rodzinie, jesteśmy mocni w Duchu. Teraz co dzień mąż nam błogosławi, a ja jego i z radością wychwalamy Imię Pana. Mąż nie pije, zmienił swój stosunek do mnie, nie jest oschły, a jest czuły i wrażliwy. Wiem, że w Duchu Miłości jest czas wesela, wiem też że będzie ciężko, ale mamy za przyjaciela Jezusa. Czekałam na ten czas 5 lat, aby odkryć w mężu Chrystusa. Czas w Gąskach był czasem miłości, poznania Boga w drugim człowieku.

Dziękuję Panu Bogu za to, że postawił na mojej drodze takich cudownych i ciepłych ludzi, jakim jest brat Krzysztof ze swoją wspólnotą „Światło Taboru” i tak naprawdę tchnęli w nasze życie i małżeństwo powiew Ducha i światło jak żyć. A ksiądz Adam Wąsik to wszystko pobłogosławił. Dziękujemy Bogu za tak gorliwego Kapłana.

Prosimy o modlitwę za naszą rodzinę, a w szczególności za trzeźwość męża. Mój mąż Boguś już nie pije dwa tygodnie, chwała Panu! I wierzę w to, że został uzdrowiony.

A my zapewniamy o modlitwie za Waszą Wspólnotę i każdego z osobna.

Z Pozdrowieniami i błogosławieństwem

siostra Janina


Jesteście wolni tylko dzięki Niemu!

– Jeszcze rok temu miałam ogródek pełen marihuany. Byłam uzależniona, miałam depresję. Dziś wielbię Boga i jestem świadkiem wielu cudów – dzieliła się swoim świadectwem Ola podczas dwudniowej ewangelizacji pod hasłem: „Jestem! W Hucie”.  ( jest to przedruk fragmentu art. Moniki Łąckiej z „Gościa Niedzielnego” z 19. 06. 2015……wspomniana „wspólnota” to my a „przyjaciel” to nasz lider)


Gościem spotkania z młodzieżą był bp Grzegorz Ryś

– Początkowo myślałam, że marihuana to nic wielkiego, taki „miękki” narkotyk, a ja nie robię przecież nic złego. Fajnie się bawiłam, miałam faceta, imprezowałam. Szybko jednak mój świat zaczął robić się szary. Bóg mnie nie interesował, zawalałam naukę, a każdego ranka zastanawiałam się, po co właściwie wstaję z łóżka. Dopadła mnie depresja – wspomina dziewczyna, której życie dzięki Bożej pomocy zmieniło się o 180 stopni. – Razem z chłopakiem wylądowaliśmy w końcu w Holandii, „w interesach”. Na szczęście policja zajęła się tymi interesami (narkotykowymi) przed nami, a my zostaliśmy bez niczego w towarzystwie, którego nagle miałam dość. Zobaczyłam, co się dzieje z moim życiem. Po powrocie do Polski rozstałam się z chłopakiem i zostałam sama; z nałogiem i depresją – opowiada Ola.

Będąc już w Krakowie, zadzwoniła „na odwyk”, ale okazało się, że na przyjęcie musiałaby czekać 3 tygodnie. Nie miała na to siły. Nie do końca wiedząc, co robi, wsiadła do tramwaju i wylądowała u dominikanów. Wyspowiadała się, a potem zadzwoniła do przyjaciela po pomoc. Powiedział, że… się za nią pomodli. Należy bowiem do wspólnoty uwielbieniowej. – Myślałam, że żartuje. Potrzebowałam konkretów, a nie modlitwy. Gdy wieczór depresja znowu dała o sobie znać, napisałam mu SMS, żeby jednak się pomodlił. Wysłał mi odpowiedź ze słowami, które stały się początkiem zmian: „A Duch Święty cię napełni i wyciszy”. I rzeczywiście, nagle poczułam w sobie spokój. Stanęłam przed Bogiem, oddając mu problemy, choć wiedziałam, że nie mam perspektyw – mówi.

Bóg nie dał jej długo czekać na odpowiedź. Tego wieczoru usłyszała w sercu słowa: „Od teraz będę twoim Panem i wszystko będziesz robić na moją chwałę”. – Nie wiedziałam, co się dzieje. Z tyłu głowy kłębiły się myśli, że rodzice nie wiedzą nic o uzależnieniu (dzień zaczynałam od szukania numeru do dealera), zawalonych studiach, a jednocześnie rozsadzało mnie pragnienie mówienia o Jezusie. Ogłosiłam go wtedy Panem i Zbawicielem, i poczułam się lekka i wolna. Byłam szczęśliwa i przerażona, bo myślałam, że mi „odwaliło”. Spisałam wszystko, co się wydarzyło, zadzwoniłam do przyjaciela „od modlitwy” i poprosiłam o spotkanie. Przeczytał moje notatki i powiedział: „No, wreszcie!” – uśmiecha się Ola.

Okazało się, że wraz ze wspólnotą modlili się o nawrócenie dla Oli. – Podczas spotkania wyczuł, że jeszcze coś jest nie tak. Przyznałam się do uzależnienia, a on zaczął się nade mną modlić. Zostałam uwolniona, choć zrozumiałam to dopiero po tygodniu. Od tego czasu jestem „czysta”. Trafiłam też do „Głosu na Pustyni”, wspólnoty bardzo odjechanej i rozmodlonej, w której jestem świadkiem wielu niesamowitych cudów. Dziś jestem tu, bo Bóg tak chce, a ja chcę go wielbić – mówi dziewczyna.

Jej opowieść zrobiła na młodzieży z nowohuckich szkół ogromne wrażenie. Bo to właśnie spotkanie „Be connected” (ang. Bądź podłączony) zorganizowane dla uczniów z klas gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych rozpoczęło dwudniową ewangelizację Nowej Huty pod hasłem: „Jestem! W Hucie”. (……)


 Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus

Dziękuje Bogu za czas pisania pracy i za jej napisanie. Dzięki Bogu mogłam przepracować u siebie wstyd. Nigdy nie miałam odwagi by powiedzieć słowa przepraszam za swoje zło. Uciekalam. Dziś przepraszam koleżanki z dzieciństwa: Marzenę, Monikę, Magdę, Agnieszkę za grzech obmowy, wypisywania na siebie, kłamstwa, kradzieże, zabawy nieskromne, za brak pojednania, złość. Jest mi wstyd. Nie mam z tymi osobami kontaktu. Prosze o przebaczenie, ja przebaczam. Wiem, ze tego zla sie nie da naprawic, ale mozna je przebaczyc i zadoscuczynic. Ja juz przebaczylam i zadoscuczynilam tak jak potrafilam. Zerwałam ze złem i jestem czysta dzięki łasce Bożej i Słowu Bożemu. Bóg mnie uwalnia spod jarzma grzechu. Błogosławię koleżankom w imię Jezusa.

Ania


W ostatnich latach przeżywaliśmy duchowe rozterki,ciągle

doświadczaliśmy  bólu i rozpaczy. W 1997 r w sierpniu zginął śmiercią
tragiczną mój 19 letni brat ,2001 r tatuś zmarł nagle na zawał
serca,2005 r w sierpniu brat jadąc motorem spowodował wypadek śmiertelny
,2013 r zmarła moja młodsza siostra miała 44 lata nagłą śmiercią na
zawał serca.Tak targana emocjami od kilkunastu lat trwałam przy boku
Pana Jezusa ,ale śmierć mojej młodszej siostry z którą byłam szczególnie
silnie związana emocjonalnie złamała mnie,miałam sprzeczne uczucia.Od 9
lat jesteśmy z mężem w Domowym Kościele ,tylko dzięki wsparciu naszego
kręgu nadal należeliśmy jeszcze do wspólnoty,były chwile kiedy
chcieliśmy zrezygnować.Cały czas modląc się jednocześnie o postawienie
na naszej drodze osób które nam pomogę,wskażą drogę,otworzą oczy,ukoją
serce,uporządkują myśli.
W pierwszym tygodniu ferii  w lutym tego roku zaplanowaliśmy wyjazd w
góry do Białki Tatrzańskiej do p.Marii.Do ostatniej chwili nasz wyjazd
był niepewny,ostatecznie pojawiliśmy się u p. Marii.Zajeżdżamy, a tam
wita nas serdecznie szeroki uśmiech gospodyni,pokazuje pokoje,ku naszej
radości  na półce obok okna Pismo Święte już w tej chwili w naszych
sercach pojawiła się radość.Tego samego dnia wywiązała się rozmowa o
piśmie Świętym i Panu Bogu i tak było przez 7 dni odbywaliśmy u p.Mari
rekolekcje duchowe.Pokazała nam  jak swoim życiem otwiera się
codziennie  na drugiego człowieka,służy pomocą każdemu w każdej
potrzebie nawet materialnej i finansowej,jeśli mamy wielką wiarę
otrzymamy wszystko czego nam trzeba, a Bóg sam wie czego najbardziej
potrzebujemy.Ofiarowuje swoją modlitwę,służy życzliwością,dobrocią
serca,sprawiając że słowo boże żyje w nas.Ujęły nas jej opowieści o jej
zaangażowaniu w pomoc innym,jej gorliwa modlitwa,jej godzinna adoracja
Najświętszego Sakramentu codziennie,jej codzienny udział w mszy
świętej,jej życie samo w sobie jest wzorem do naśladowania.Tak dobrze
się tam czuliśmy ,byliśmy razem z męża bratem Adamem i żoną Moniką,że
nie mogliśmy się rozstać.Wyjechaliśmy z listą naszej przemiany,wielu
książek do przeczytania ,wskazówek w modlitwie,filmów do
obejrzenia,godziny adoracji najświętszego sakramentu przez
internet,broszurkę z informacją jak odmawiać nowennę pompejańską.Po
powrocie do domu zaczęło w nas dojrzewać to wszystko co otrzymaliśmy od
p.Mari słowo zaczęło w nas żyć,krok po kroku dokonywała się w nas
przemiana.Pierwszym krokiem była moja spowiedz generalna w 1 piątek
miesiąca,potem 1 sobota miesiąca,oraz rozpoczęłam odmawiać nowennę
pompejańską.Mój wujek od wielu lat trwa w alkoholizmie,pojechaliśmy do
niego,aby powiedzieć mu że Bóg go nadal kocha i pomóc mu aby przygotował
się do sakramentu pojednania.Obok mieszka moja mama i brat z żoną.Wizyta
przerosła nasze wyobrażenie rozmawialiśmy z nimi o wszystkim co
usłyszeliśmy u p.Mari ,a potem o tym wszystkim dlaczego tak wszyscy
cierpimy.Następnego dnia moja mama przyjechała do mnie, i mnie
ściska,dziękuje że czuje się taka wolna,przystąpiła do spowiedzi
generalnej ,mama ma 75 lat.Następnie w niedziele mieliśmy uroczystość
rodzinną,patrzę a moja mama w jasnym berecie,od śmierci brata mija
właśnie 18 lat zawsze chodziła  na czarno lub szaro.Moja radość była
ogromna.Któregoś dnia kiedy modlimy się z mężem,nas syn nie zamknął
drzwi jak zwykle tylko dołączył do na.W tym roku w lipcu wstępuje w
sakrament małżeństwa i mówi mi ,  że ma różne wątpliwości,ale
postanowili z narzeczoną że będą się wspólnie modlić jak mąż i żona.Nie
ukrywam że te wydarzenia były jak balsam na moją dusze spragniona
dobrego.W chwili obecnej przebywamy nad morzem,gdzie przeżywamy drugie
rekolekcje mąż przystąpił do spowiedzi generalnej,przeżyliśmy odnowienie
sakramentu małżeństwa,a 25 marca obydwoje przystąpiliśmy do duchowej
adopcji dziecka poczętego.Przeżywamy duchową przemianę,trwamy z mężem na
codziennej modlitwie i walczymy oboje aby trwać w stanie łaski
uświęcającej ,codziennie dziękujemy że postawił na naszej drodze
p.Marysię o otworzenie nam nie tylko oczu ,ale i uszu.Dziękujemy za jej
wszystkie wskazówki  jak i modlitwę,niech dobry Bóg da jej siłę do
dalszej ewangelizacji.
Z pozdrowieniami dla całej wspólnoty ŚwiatłaTaboru ,
Danusia i Tadzio


Szczesc Boze

Chce sie podzielic tym, co przezylam podczas seminarium i po seminarium.

Pan Bog pokazal mi cale moje zycie. Podczas seminarium bylam na mszy swietej o uwolnienie i uzrowienie w Zakopanem w kosciele sw. Krzyza. Po tej mszy swietej zaczal sie u mnie proces uwalniania, byly manifestacje.
Mialam kuszenie szatana: 1. z dziecinstwa nienawidze cie, moja odpowiedz bede kochac Jezusa, chocby mnie wszyscy nienawidzili, 2. na studiach fizyki nie kochasz Boga, moja odpowiedz kocham Boga calym sercem, dusza, mysla, 3. na doktoracie nie chce cie, nigdy cie nie pokocham, moja odpowiedz kocham Boga, kocham ciebie (drugiego czlowieka), kocham siebie – pelnia milosci. Napisalam wtedy zywy plomien milosci, droga milosci. Dzieki Bogu Jezus zwyciezyl, bo Bog jest Miloscia. Po tym oddalam sie osobiscie Najswietszemu Sercu Jezusa.
W Poroninie, wyznalam publicznie milosc przed Najswietszym Sakramentem, i wobec wspolnoty. Modlilam sie o zbawienie, o wzajemna milosc, o zywa wiare dla wspolnoty, calego Kosciola, i ludzi ktorzy sie za nas modlili w czasie seminarium w swojej izdebce.
Potem na chwile oddalilam sie od wspolnoty.
10 stycznia 2015 zawarlam w ciszy na mszy swietej w kaplicy Kardynala w Krakowie podczas przeistoczenia przymierze pokoju serca miedzy Bogiem, drugim czlowiekiem i soba. Tego samego dnia ks. Biskup mnie poblogoslawil. Ucieszylam sie z tego blogoslawienstwa, zawsze chcialam zeby mnie moi rodzice poblogoslawili. Moi rodzice zmarli.  Nastepnego dnia mialam koncetrt koled w Koscielisku, Zakopanem, na kazaniu padly slowa, aby Matka Boza okryla swoim plaszczem. Ucieszylam sie na te slowa, bo ja od dziecka chowam sie pod plaszczem Maryi. Nosze szkaplerz Maryjny, ktory uratowal mi zycie.
Moja refleksja po seminaryjna w czasie odejscia od wspolnoty:
1. „Przykazanie nowe daje wam, abyscie sie wzajemnie milowali, tak jak Ja was umilowalem” – Jezus Chrystus (J 15,?). Jezus daje przykazanie i uczy jak sie kochac wzajemnie, nie krzywdzac sie.
2. „Dzieci, milujcie sie wzajemnie, bo milosc jest z Boga. Bog jest Miloscia” – sw. Jan (1 J 4, 7-8; J 15, 12 i 13 i 34-35). zrodlem milosci jest Bog.
3. „Prawdziwa milosc jest zakorzeniona w Bogu. Milosc nie boi sie czasu. Milosc umie czekac, gdy jest autentyczna, nie jest pozadaniem, ale gotowoscia dawania. Milosc nie pozada, ale podziwia i daje dobro i tylko dobro.”- Wanda Plotawska, Samo Zycie. Rozroznienie pozadliwosci od prawdziwej milosci. trwanie w milosci.
4. Milosc jest wymagajaca. jest wymagajaca w kazdej sytuacji.List do Rodzin, nr 14. Kto kocha ten wywaga od siebie i od innych dla dobra.
5. „Uwierz w Pana Jezusa, a zbawisz siebie i swój dom”. (Dz 16,31). Najwiekszym egoista jest ten, kto nie glosi Jezusa, bo nie chce siebie i innych zbawic. Jezus jest Zbawicielem. Bez gloszenia nie ma wiary, wiara rodzi sie z tego co sie slyszy (sw Pawel).
6. czym jest nadzieja waszego powolania? Na czym buduje swoje zycie: czy na krzywdzie, czy na pozadliwosci czy na egoizmie, czy na Bogu?

Zycze kazdemu zbawienia i wzajemnej milosci.

Ania


 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.

Chcę się podzielić z Wami łaską jaką otrzymałam od Jezusa w ostatnich dniach.

Od 6 lat cierpiałam na bóle głowy, które spowodowane były tym co przeszłam w życiu, były to skutki zranień i zła którego doświadczyłam. W ostatnich miesiącach odczuwałam coraz częściej bóle głowy ,nie mogłam pracować przeszkadzało mi to w normalnym funkcjonowaniu.

Miesiąc temu słuchając mszy o uzdrowienie z Łodzi oddałam Bogu cały ból, całą głowę mówiąc Bogu że nie dam rady tak dalej żyć. Rano wstałam już bez bólu Bóg zabrał mi cały ciężar jaki czułam wszelkie dolegliwości sama czułam się lepiej. Czułam obecność Boga tak jak by trzymał mnie za rękę, był obecny we mnie.

Dwa tygodnie temu odbyło się spotkanie które prowadzi Ojciec Daniel nie mogąc słuchać przez internet modliłam się i poprosiłam Ducha Świętego żeby przyszedł do mnie podczas tego spotkania , prosiłam o uzdrowienie mojej głowy. Cały ten dzień uwielbiałam Pana w moim życiu. Po siedmiu dniach włączyłam nagranie żeby odsłuchać i pomodlić się ,już na samym początku czułam się tak jak miesiąc temu podczas mszy o uzdrowienie to było takie głębokie zjednoczenie się z Bogiem przytulenie się do Niego. W pewnym momencie poczułam lekkie ciepło w mojej głowie a Ojciec Daniel mówi że Jezus uwalnia głowę ze zła jakie jej zadano z głębokich ran , ja pomyślałam w duchu ,,mnie”??? a ojciec Daniel mówi tak Ciebie. Później Ojciec Daniel mówi że Jezus Chrystus uzdrawia kobiety z bólu głowy Pan Jezus uzdrawia Ilonę. Był to niesamowity moment pełen łez wzruszenia dziękowania…….Nie mogłam uwierzyć usłyszałam swoje imię. Na drugi dzień wstałam i miałam nową głowę nowe ciało zmienił mi się nawet głos. Nie czułam żadnego bólu wszystko zostało mi zabrane. Czułam jak Jezus dotyka uzdrawia moją głowę jest taka lekka napełniona Bożą miłością. Doznałam cudu w moim życiu. Wzmocniło to moja wiarę ,dla Boga nie ma nic niemożliwego pisząc to do Was minął tydzień od momentu słuchania spotkania i czuje się nadal tak samo, Jezus uzdrowił moja głowę uwolnił ale także moją psychikę emocje zabrał zło którego doświadczyłam. Chcę Wam tylko powiedzieć że to jest nie pierwsze moje uzdrowienie jakie otrzymałam. Dziękuje Bogu za wszystko co dla mnie robi za każdą łaskę.

Chwała Panu.

Nie ma mnie dziś z Wami nie mogłam przyjechać i dokończyć seminarium, ale pozostanę obecna duchem w modlitwie. Dziękuje i Wam za wasza obecność i modlitwy ,bo wszystkie zmiany w moim życiu zaczęły się od poznania waszej wspólnoty:)

Ilona

_______________________________________________________________________________________

Świadectwo Michaliny Rity
Jesteśmy rodzicami trojga dzieci. U naszej najmłodszej córeczki, urodzonej w lipcu 2011r. (w terminie, bez żadnych zakłóceń) w grudniu wystąpiły ataki padaczki. W  trakcie pobytu w szpitalu lekarze poinformowali nas, że jest to jeden z najgorszych rodzajów padaczek dziecięcych (padaczka z napadami skłonów). Od końca grudnia Michasia przyjmowała lek przeciwpadaczkowy, ataki po kilku dniach ustąpiły, ale zapis EEG nadal był zły. Zrobiono mnóstwo badań (płyn mózgowy, rezonans, badania w kierunku chorób metabolicznych…) – wszystko w porządku. Lekarze nie byli w stanie określić przyczyny choroby. Rokowania były bardzo niepewne. Bardzo martwiliśmy się, jak będzie wyglądał dalszy rozwój Michasi. Mogło być różnie. W maju jeden z lekarzy podjął ryzykowną decyzję o powolnym odstawieniu leku (lek ten, szczególnie przy dłuższym podawaniu, może poważnie zaszkodzić dziecku: może spowodować m.in. nieodwracalne ograniczenie pola widzenia, nadpobudliwość psychoruchową i in.). Powoli, zgodnie z poleceniem lekarza, zmniejszaliśmy dawkę leku. W sierpniu Michasia otrzymała ostatnią porcję. 13 września byliśmy na badaniu EEG. Okazało się, że zapis jest prawidłowy. Chcemy też zaznaczyć, że Michasia, po okresie zastoju, pięknie się rozwija.
Od początku choroby Michasi wierzyliśmy w możliwość jej całkowitego uzdrowienia. Od razu poprosiliśmy wszystkich krewnych, przyjaciół, znajomych o modlitwę. Powstało coś w rodzaju sieci modlitewnej, bo każdy znajomy ma swoich znajomych i przekazywał dalej – bardzo często poza granice Polski –  naszą prośbę o modlitwę. Za Michasię modlono się w sanktuariach, w zgromadzeniach zakonnych, w parafiach. Zupełnie obcy ludzie podjęli Nowennę Pompejańską, konkretne wyrzeczenia, posty w intencji uzdrowienia naszej córeczki. Morze modlitwy za nasze dziecko. Prosiliśmy o wszystko: o uzdrowienie Michasi z padaczki, o możliwość odstawienie leku oraz o jej zdrowy rozwój.
Jesteśmy przekonani, że Pan Bóg działa. Kolejny raz okazał swoją moc, jak mówi Psalmista: schylił się nad nami, wydobył nas z dołu zagłady i z kałuży błota, stopy nasze postawił na skale i umocnił nasze kroki (Psalm 40). Jesteśmy Mu wdzięczni za okazaną łaskę. Pamiętamy też o wszystkich, którzy w tym najtrudniejszym dla nas czasie wspierali nas swoją modlitwą. Trudno nam wszystkich wymienić, bo często są to osoby, których nie znamy, a które przejęły się losem naszej Michalinki i pomagały nam przejść przez to doświadczenie. Wszyscy jesteście obecni w naszej codziennej modlitwie.
Chronologicznie sprawa Michasi wygląda tak:
Choroba Michasi dała o sobie znać w grudniu, w miesiącu, w którym rozpoczęła się nasza – rodziców modlitwa różańcowa za dzieci. Zainspirowani informacjami zamieszczonymi w Internecie na temat Różańca Rodziców, założyliśmy najpierw jedną grupę – 20 osób, z których każda codziennie odmawia jedną tajemnicę Różańca w intencji dzieci wszystkich członków grupy. Potem powstało jeszcze pięć takich grup – róż różańcowych.
16 marca – wizyta kontrolna w Chorzowskim Centrum Pediatrii i Onkologii, informacja: znacznie lepszy zapis EEG
22 marca – wizyta u dr B., zapis EEG prawidłowy, pierwsze zmniejszenie dawki leku
22 maja – kolejna wizyta u dr B., decyzja o stopniowym wycofaniu leku; nasza radość, połączona z niepokojem, dr B.: „niczego nie mogę obiecać, ale warto spróbować”. Każdego 22 dnia miesiąca w miejscach związanych z kultem św. Rity – patronki spraw trudnych i beznadziejnych odbywają się specjalne uroczystości. W tym roku (22 maja 2012r.) przypadła 555 rocznica śmierci św. Rity. Nasza Michasia na drugie imię ma Rita…
24 maja – rekolekcje z O. Johnem Bashoborą w Bielsku – Białej, wieczorem, podczas opuszczania hali, podeszła do nas młoda dziewczyna, zwróciła uwagę na Michasię i zapytała, czy jej coś dolega. Odpowiedzieliśmy, że ma zdiagnozowaną padaczkę. Dziewczyna powiedziała tak: „Cztery lata temu zostałam uzdrowiona z padaczki, modlił się nade mną ksiądz, przyjęłam sakrament namaszczenia chorych, lekarze odstawili wszystkie leki i jest w porządku”. I poszła. Było to dwa dni po wizycie u dr B. …
11 czerwca – wizyta kontrolna u innego neurologa dziecięcego, który stwierdził, że jest niemożliwe, żeby ten typ padaczki wyleczyć w pół roku i jeśli odstawimy lek, na pewno wrócą ataki. Zmartwiliśmy się tym bardzo. Tego samego dnia otrzymaliśmy kolejny numer czasopisma „Miłujcie się”, a w nim trzy świadectwa uzdrowienia dzieci w sytuacjach uznanych przez lekarzy za niemożliwe. We wszystkich przypadkach chodziło o trzecie dziecko…
13 czerwca – drugie badanie przez panią psycholog i jej stwierdzenie: „gdybym to nie ja badała wcześniej Michasię, to bym nie uwierzyła”. Trzy miesiące wcześniej stwierdziła opóźnienie rozwoju psychoruchowego o ok. 2 miesiące. W czerwcu – Michasia jest na swoim etapie rozwojowym…
13 września – badanie EEG u dr B., zapis prawidłowy. Słowa doktora: „Proszę państwa, DZIĘKI BOGU, zapis jest prawidłowy”.
O. John Bashobora powiedział 30 czerwca w Zembrzycach, że nie możemy „wisieć” na jego wierze, tylko sami uwierzyć.
Uwierzyliśmy słowom Pana Jezusa, który do ojca dziecka chorego na epilepsję powiedział: „Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy”. Nasza Michalina Rita swoje imiona dostała na cześć konkretnych świętych. Imię Michał znaczy: „KTÓŻ JAK BÓG”!!! Doświadczenie choroby naszego dziecka po raz kolejny pokazało nam prawdziwość tego zawołania.
CHWAŁA PANU!
Anastazja i Ireneusz z dziećmi: Marysią, Mikołajkiem i Michalinką
______________________________________________________________________________
Podczas tych rekolekcji zapraszałam Ducha Świętego. Podczas gdy p. Krzysztof (rekolekcjonista) się nade mną modlił po rozmowie, wtedy padł na mnie-wylał się Duch Święty. Widziałam wtedy przez łzy znak Opatrzności Bożej. Czułam spokój w sercu i radość- pan Krzysztof chyba też to czuł. Dlatego zaprosił mnie do modlitwy wstawienniczej. Zabrałam trzy koleżanki, które mimo iż mają słabą więź z Bogiem to jednak poszły. Przy pierwszym podejściu do Najswietszego Sakramentu prosiłam Pana o ich nawrócenie, oto by coś zmienił. Przy kolejnym prosiłam o łaskę uzdrowien. O pierwszym już zapomnialam. Byłam pewna, że Pan uzdrowi, był i działał. A jednak Bóg zadziałał szybciej niż myślałam. Jeszcze na tym nabożeństwie dziewczyny zaufaly i prosiły o łaski. Kolejnego dnia jedna z nich mowi „Albo Bóg na serio jest i mi pomaga, albo ja zaczynam wariowac”. Tego samego wieczoru około godziny 23.00 coś a raczej ktoś zmusił mnie do przeczytania książki „Moc uwielbienia”, nie wiedzialam dlaczego akurat tej. Po kilku stronach zaczynam rozumieć. Bóg właśnie przez ta książkę pragnął mi ukazać, co uczynił dla mnie przez ostatnie dni, potwierdził moje przemyślenia słowo w słowo. Zrozumiałam co sie dzieje w moim życiu i że moje prośby zostały wysluchane.
W tej książce była taka fajna kwestia, że Bogu trzeba za wszystko dziękować, nawet za nasze cierpienie, bo Bóg ma doskonaly plan i tak ma właśnie byc. Podziękowalam więc Bogu. Bóg szybko mi pokazał że to jest to. Powiedziałam „dziękuję Ci Boże za to że nie nauczyłam sie na sprawdzian z niemieckiego, wierzę że wiesz, co robisz”. Wierzcie lub nie, ale rano przed szkoła poszłam jeszcze do Kościoła i podziękowalam. Następnie patrzę w szkole na tablice ogłoszeń, i czytam że nagle sie okazało że tej nauczycielki dziś nie będzie i jest zastępstwo.
Wnioski: pogodz sie z wola Pana, On lepiej wie, czego Ci potrzeba. Przyjmij Ducha i Uwierz.
Pamela (Piła)

_________________________________________________________________

ŚWIADECTWO OLI (Nowy Targ)I nagle po przeczytaniu słów „a Duch Boży Cie napełni – wyciszy…” nastała niewyobrażalna ulga, mięśnie twarzy naraz rozluźniły się i napisałam do Krzyśka: „Lęk sprowadza na mnie szatan. Oddaję Bogu wszystkie moje troski i Jemu zawierzam swoje życie. Bez tego bagażu mój umysł będzie pozbawiony obaw, które przeradzają się w lęk”, po przeczytaniu którego zdziwiłam się że sama napisałam to w taki sposób z taką wiarą, ba pewnością, że to co właśnie stwierdziłam jest niepodważalne. Czarny miał nieco odmienne zdanie, dlatego od razu zabrał się do roboty, tj. próbie odwiedzenia mnie od spokojnego snu. Zaczęłam wyznawać Bogu grzechy i już w myślach wymawiam ze czegoś więcej nie zrobię – zatrzymuje mnie na długą chwilę zanim zwalczyłam w sobie potrzebę zatrzymania jakiegoś brudu w życiu i oddalam wszystko. Chwila błogiego spokoju i nagle jak czołg wyjeżdża coś sprzed roku. I znowu szamotanina i wstyd, ze to zrobiłam, czuję że się nie uwolnię od tego nigdy i jak mogę czuć się teraz czysta skoro nie czuję się tak z tego powodu od roku. I wołam: Panie, uwolnij mnie od tego. Ulga. I naraz moja głowa wysnuwa mnóstwo projekcji przeczytanych/obejrzanych rzeczy „dowodzących”, że Bóg nie istnieje. Przemawia to do mnie z mocą i czuję, że zaprzeczam temu, a z negacji rodzą się kolejne myśli. Przeraziłam się tego i od razu chciałam napisać Krzyśkowi, co zaszło, że czuję kto macza w tym palce. Odpalam sms’a. Napisałam zdanie: „Strasznie walczy” i jakby na potwierdzenie tego, zamgliło mi umysł do tego stopnia, że zapomniałam o wszystkim, czym chciałam się podzielić. Parę minut usilnie starałam się odtworzyć, to co zaszło, napisałam i nastał spokój.
I tak naprawdę choć po tej relacji napisałam w wiadomości: „już po wszystkim”, to dopiero wówczas zaczęło się dziać. Pogodzona tak wewnętrznie i przede wszystkim czysta, bowiem wyzbyłam się wszystkich obciążeń zaczęły się rodzić pytania. Całe mnóstwo pytań wynikających z obawy przed przyszłością. Co teraz, co będę robić, jaka będzie moja przyszłość, po co żyję, jaki jest mój cel w życiu – od zawsze pytania tego typu odpływały w głęboką, nieprzejrzystą matnię niewiadomej. Właściwie, to nawet nauczyłam się odpędzać te fundamentalne pytania, bo brak odpowiedzi nasuwał tylko poczucie bezsensu istnienia.
-Jak się utrzymam skoro właśnie zrezygnowałam z lewego, nielegalnego zarobku?
-Utrzymasz, nie martw się o pieniądze – i już wiem, że tak będzie.
-A co ze mną, z moim karierowym nastawieniem, pragnieniem osiągnięcia sukcesu w życiu twórczym/ zawodowym mający raczej mało wspólnego z chrześcijaństwem?
-Osiągniesz, ale inaczej niż myślałaś do tej pory. Zrobisz to ze Mną
-Właściwie od zawsze coś robię, maluję, piszę, ale gdy przyszło do analizy, to zawsze zatrzymywałam się w miejscu z myślą „co z tego, że napiszesz coś, namalujesz, skoro tak naprawdę nie ma to większego sensu? Skoro na końcu znajdziesz pustkę?”
-Teraz na miejscu pustki będę Ja. To Ja jestem Sensem i wszystko co robisz…
-Będę robić, aby chwalić Pana
-Tak
-Będę mówić, pisać dając świadectwo
-I to jest Twoje…
-Powołanie!..? –dopowiedziałam sobie sama w tak wielkiej radości i zdziwieniu jednocześnie na to co się dzieje
-Właśnie. Powołanie
-No zaraz, zaraz ale jak to powołanie, od kiedy to pasuję do tego środowiska i bawię się w te rzeczy i nie wstydzę się mówić o Bogu i swojej wierze w towarzystwie, a co za tym idzie również od kiedy to mam dobre środowisko. A w ogóle jak się ma to wszystko do profilu artysty, do dzisiejszych czasów i tego że jestem taka a nie inna – popaprana na swój sposób, z odwiecznym ciągotkami do zła dzięki czemu nie reprezentująca swoją postawą tego, w jakim kierunku zmierza ta rozmowa?
-Dokładnie dlatego. Dokładnie taka musiałaś być. Całą swoją przeszłość możesz wykorzystać w dobry sposób.
-I jak niby mam się zmienić skoro nawet nie do końca wiem czy chcę?
-już się zmieniłaś
-Od kiedy zacząć?
-od teraz
-Jak mam sprostać wszystkim zarzutom i przeciwnościom Kościoła, skoro do tej pory nawet nie podejmowałam się dyskusji z opozycjonistami wiedząc jak bardzo skrajnie są nastawieni aby rozmowa miała sens. Jak trafiać do ludzi, przecież wiesz, w jakim jestem środowisku – pozbawionym Boga, moi najbliżsi znajomi nie wierzą albo bardzo negują Kościół..
-Jak?
-Ze Mną. Przestań się martwić
Przestałam, ale mój umysł zaczął zgłębiać się nad sprawami teologicznymi, kwestiami, które zapędzają w pułapki racjonalnego myślenia, które nagle krzyczy, że coś tu nie ma sensu. Cos co zdarza się za każdym razem, gdy nagle chcemy pojąć Boskie plany… ciągnąc te rozmyślania skupiłam się na źle jako takim, początkom jego, myślałam o zbuntowanym aniele którego stworzył przecież Bóg, więc to Bóg stworzył zło, a jeśli nie, to co? Coś wykradło się spod kontroli? Bogu? Skąd ja to mam wiedzieć?
-Zawsze możesz zapytać Krzyśka, a jak nie to na studiach dowiesz się wszystkiego
-Co?
-Studiach teologicznych rzecz jasna
-Hahaah! Co?? Ja? Nawet nigdy mi to przez myśl nie przeszło, a wyniki z matury? Jak ja się niby dostanę?
-Wszystko będzie dobrze.
I wszystko zrobiło się dobrze. To wszystko trwało ponad godzinę. Co rusz napływały pytania, na które dostawałam odpowiedź. Od razu, w sekundę, wiedziałam wszystko i czułam że Duch Święty prawdziwie spłynął na mnie i dał taką lekkość psychiczną i fizyczną, że czułam jakby za moment prawa grawitacji miały przestać przejmować się moją osobą. Lekko. Lekko jak nigdy, serio i nagle doświadczyłam wyjątkowej, promienistej jasności, jakby roztaczającej się wokół mnie. Otaczała i jednocześnie wydobywała się ze mnie, a w tym jeden promień był większy od reszty, niczym świetlista droga – moja przyszłość, bez najmniejszego cienia. Z tej jasności dobyła się nagle potrzeba wychwalania Jezusa. Rozsadzało mnie od wewnątrz w potrzebie uwielbienia. I Byłam szczęśliwa, uśmiechnęłam się a później cicho zaśmiałam i w końcu nadszedł sen.

____________________________________________________________________________

Drogi Bracie Krzysztofie,

Pamietam swoja pierwsza prosbe o modlitwe za moja rodzine….
Za swoje zdrowie….
Wzruszenie Wasza przejmujaca modlitwa..zaangazowaniem..

Ostatnie wydarzenia w moim zyciu…nie pozwolily mi zastanawiac sie nad soba sama..
A ja przeciz sie czuje duzo lepiej!
Moje zwyrodnienia artretyczne mnieJ dokuczaja !!!
Kiedys w nocy tylko poczulam jakis przejmujacy,krotki  bol w kolanach….Kiedys w ciagu dnia, drugie bardziej zdrowe
kolano zaczelo bardziej bolec….
Jak teraz spokojnie moge o tym pomyslec….od tamtej pory choroba moja zmalala…a moze nawet calkiem zniknela.
Ale to wymaga obserwacji kazdego dnia…na ktora teraz mam czasu wiecej.
Czuje sie JEDNAK LEPIEJ !

Za co jestem ogromnie wdzieczna
P.BOGU  i  WAM KOCHANI ZA SERDECZNA MODLITWE W MOJEJ INTENCJI!

BOG ZAPLAC!

( Wdzieczna Wandzia, lat 57 z PMK Amsterdam)

___________________________________________________________________________________

Drogi Bracie Krzysztofie,

Serdeczne Bog Zaplac za ostatnia modlitwe w intencji mojej s.p Mamusi Krysi i mnie.

Przez ostatnie dni, najtrudniejsze chyba w moim zyciu, czerpalam jedynie pocieche
z modlitw moich przyjaciol i swoich  w intencji chorej jeszcze mojej Mamusi..
Cierpiala dluzej: bole wszystkiego..od dawna….Kazde dotkniecie sprawialo bol.
Slabla w oczach… do srody 15-01 mialam jeszcze nadzieje, ktora zgasil lekarz swoja
rozmowa. Nie bylo nadziei! „Zapalenia czy oskrzeli, czy drog moczowych… obydwie choroby,
antybiotyki nie  zadzialaly,,
poziom glukozy wzrastal do 27…prawie… ( Mamusia byla tez diabetykiem), zbijali insulina…
Organizm sie poddal jednak i umieral, powoli Mamusia odchodzila…
Gasla…
Przestawala jesc, nie chciala po prostu… coraz mniej pila…podajac lyzeczka wode nawet przestala lykac..
Pozostawalo zwilzanie ust…ale ciagle obecna…swiadoma co wokol. Ufna.
A ja dziekuje Panu Bogu za to, ze bylo mi dane przez ostatnie lata byc dla NIEJ,
moc opiekowac sie  jak moglam najlepiej…
Kiedy przyjechalam do Holandii 30 lat temu i moglam opiekowac sie tu starsza samotna Polka,
wzdychalam do niebios. zeby kiedys ktos tak mogl pomoc mojej Mamusi w Polsce…kiedy bedzie potrzeba.

A Matka Boza Ostrobramska z naszej Kaplicy w Kosciele Matki Boskiej Czestochowskiej w Mamusi
parafii w Polsce,wysluchala mojej rozpaczliwej prosby o rozwiazanie sprawy  opieki i pozwolila mi zabrac Ja
do siebie wtedy ,dobrze ponad dwa lata temu..i cieszyc sie Nia ten wlasnie czas…
Dla mnie ciagle zbyt krotki… najszczesliwszy !

W tym ostatnim czasie szczegolnie Joasia i Malgosia ( te moje Najserdeczniejsze przyjaciolki z PMK Amsterdam),
trwaly w modlitwach, i inne kolezanki nasze wspolne tez i spontaniczne Msze Sw.
w roznych kosciolach o wypelnienie woli Bozej… Taka sila!!!!

Rowniez moje inne przyjaciolki, trwajace z nami wspolnie,przy Mamusi lozku na modlitwach..
 I wreszcie, do pamietnego wieczora w piatek 17-01 do 20.40.. kiedy to w trakcie odmawiaana rozanca Sw., tajemnicy IV Bolesnej..Mamusia przeszla
spokojniutko do wiecznosci, (sama poruszala  ustami jeszcze chcac z nami sie modlic ).. i tak dokonczylismy V tajemnice…jeszcze…razem..Juz po Jej odejsciu..
Slabuitka reka, trzymujaca caly czas od rana swoja prosta,zapalona gromniczke…w lozku (jak to mozliwe?)
Piekne, choc niewymownie smutne przezycie..

Mysle, ze wszystkie odbyte modlitwy zarowno w naszej Wspolnocie PMK Amsterdam jak i w Waszej Wspolnocie Modlitewnej
Odnowy Ducha Sw. w Nowym Targu. do ktorej tez sie przytulilismy z wiara… spowodowaly,ze ta wiara przyniosla sile,
spokoj i ufnosc w odejscie. DUCH SWIETY ZADZIALAL Z NADZWYCZAJNA SILA !!!

Z SERCA BOG ZAPLAC ZA TO CALEJ WASZEJ GRUPIE MODLITEWNEJ ! WSPOLNOCIE!
Bedziemy dalej z Wami…

( Wdzieczna ..Wandzia, 57 lat,PMK Amsterdam z Holandii )

_____________________________________________________________________________________

Szczęść Boże

Mam na imię Beata mieszkam w Chojnicach. 5 listopada w pierwszy wtorek miesiąca łączyłam się internetowo z wami składając na ołtarzu wszystkie intencje wspólnoty i moją intencję za rodzinę o uzdrowienie i uwolnienie za zranień i krzywd zadanych nam. Już w czasie Mszy Świętej nasze łącze internetowe zaczęło przerywać i modliłam się prosząc Maryję aby usuwała przeszkody. W czasie Komunii Świętej przyjmując duchowo Pana Jezusa czułam jak jest obecny w moim sercu i w domu niesamowite odczucie bliskości Jezusa. W czasie wystawienia Najświętszego Sakramentu znowu łącze zaczęło przerywać, zawieszał się komputer głos zanikał, prosiłam o pomoc wszystkich Świętych i Chóry nieba Aniołów i Archaniołów o pomoc i ustało- mogliśmy dalej trwać z Wami na modlitwie .Wyobrażając sobie Hostię Pana Jezusa mówiłam Jezu dla ciebie nie ma rzeczy niemożliwych- spójrz na swe dzieci, które cierpią i potrzebują Cię. Na policzkach pojawiły się łzy, płacz i straszny ból brzucha, mojej córce też zaczął boleć brzuch, syn źle się czuł. Gdy brat Krzysztof modlił się w naszych intencjach poczułam pokój w sercu i bardzo nasiliły się bóle brzucha i trwały aż do następnego dni,a a syn miał biegunkę i wymiotował. Wierzyłam, że Jezus uwalniał nas… .Wcześniej mieszkaliśmy w takim domu gdzie dręczyły nas złe duchy. To coś próbowało nas poróżnić pojawiały się myśli samobójcze i choroby. Nasza psychika bardzo ucierpiała, popadaliśmy w lęki i strach wkradł się w nasze serca- narastał gniew , coś próbowało rozbić naszą rodzinę .Chcę podziękować za to uwolnienie i uzdrowienie z ran nam zadanych w tamtym domu. Dziękuje Ci Jezu i Tobie Mateczko, że troszczysz się o swe dzieci. Dziękuje Wam moim siostrom i moim braciom ze wspólnoty Światło Taboru, dziękuje za Wasze modlitwy i wstawiennictwo ,za wasze serca otwarte na potrzeby innych ludzi, za dar tej wspólnoty- dziękuje. Dziękuje za brata Krzysztofa i ks. Andrzeja bo dzięki niemu poznałam Was i mogę być członkiem tej Wspólnoty. Niech Was Bóg Błogosławi .

Z Panem Bogiem- Beata  (11.11.2013)

___________________________________________________________

Niech będzie Bóg  uwielbiony, wywyższony i błogosławiony we wspólnocie Światło Taboru, w tym wielkim bożym dziele i w każdym z jego członków.

Kochani Wasza wspólnota to wielki dar dla potrzebujących, samotnych, tych, którzy nie mogą opuszczać domów. Chciałabym zaświadczyć,że Pan działa nie tylko poprzez modlitwę wstawienniczą, ale także wtedy, gdy służymy innym.

Kilka tygodni temu cierpiałam, nawet nie umiem powiedzieć co się ze mną działo. Były to problemy gastrologiczne, nie wiem czy pochodziły od żołądka czy trzustki. Myślałam, że może to skończyć się szpitalem, problem był już z jakimkolwiek jedzeniem. Włączyłam się w Wasze spotkanie poprzez internet, gorliwie modląc się w intencji potrzebujących. Następnego dnia zauważyłam, ze moje dolegliwości ustąpiły i nigdy już nie powróciły. CHWAŁA PANU 

 A teraz proszę Was o modlitwę w intencji moich rodziców Jadwigi i Zdzisława, by Dobry Bóg uwolnił ich od długoletniego nałogu nikotynowego. Ponieważ dla naszego Niebieskiego Tatusia nie ma rzeczy niemożliwych, to proszę, poproście Go razem ze mną, by sprawił się jakiś cud finansowy, czy inny, byśmy mogli jechać w góry na tydzień. Dla nas to bardzo wiele 

 Dorota z Łodzi

ps. te transmisje są jedną z najlepszych spraw jaka mnie spotkała w życiu 

__________________________________________________

Szczęść Boże,
z tej strony Iwona z okolic Bielska-Białej. Tydzień temu prosiłam o modlitwę w sprawie pracy i założenia Rodziny.
Jezus już od razu zaczął działać w moim życiu. Zupełnie zmienił moje myślenie. Już teraz wiem, że On przygotował mi
drogę, która przyniesie mi szczęście, bo On mnie kocha.
Dotychczas przychodziły mi do głowy różne myśli, marzenia, o które – można powiedzieć – rozpaczliwie błagałam Boga i kiedy nie następowało ich spełnienie przychodził ogromny żal, a nawet rozpacz. Teraz w przedziwny sposób dotarło do mnie, że Jezus nade mną czuwa i jeśli On mi coś przygotował to tak się stanie. Spadł ze mnie ogromny ciężar! Wiem, że nie jestem sama.
Jak już pisałam, skończyłam studia i nie mogę znaleźć pracy. To powodowało u mnie ogromną frustrację. Pojawiały się u mnie natchnienia w sprawie przekwalifikowania się. Jednak bardzo źle znosiłam te myśli. Uważałam, że skoro skończyłam studia to praca mi się należy! Teraz z dziwnym spokojem znalazłam szkołę, w której mogę zdobyć nowy zawód. Jednak nie upieram się już przy niczym konkretnym. Będę orientować się w sprawie rekrutacji i jeśli Bóg da to zapisze się do tej szkoły.
Również w sprawie założenia Rodziny pojawiła się nadzieja, że Bóg w odpowiednim czasie wypełni to, co dla mnie przygotował.
Odnalazłam fragment Pisma św. i poczułam, że te Słowa są skierowane do mnie:
Jr 10, 23 ,,Wiem, Jahwe, że nie człowiek wyznacza swą drogę,
i nie w jego moc leży kierować swoimi krokami, gdy idzie”.
Chwałą Panu!!!

Bardzo dziękuję za modlitwę!
Niech Bóg bogosławi Waszej Wspólnocie!
Będę również modlić się za Was i nadal polecam się Waszym modlitwom.
Bóg zapłać.
Iwona

______________________________________________________
SMSOWE SPOTKANIE”- to niezwykła smsowa korespondencja w czasie spotkania 25 czerwca… równocześnie w trakcie wybudzania Grzesia po operacji

 

Pochwalony Jezus Chrystus , jestem siostra Kamila ze zgromadzenia św. Józefa , ja z innymi siostrami i księżmi jesteśmy przy Grzegorza łóżku i modlimy się jest w śpiączce , przywieziony na sale został o godz 13:24 , jako dziecko uciekał z domu do klasztoru na modlitwy i nocne czuwania, przed zabraniem na blok , powiedział ze chce być z wami w Dursztynie , prosimy o godz 19:00 na waszym spotkaniu zacząć śpiewać jego ulubiona pieśń religijna Barka.

– Milo was wspomina , ale jak odzyska świadomość to dam znać , my zaczynamy teraz różaniec nad jego łóżkiem .

– Grzegorz odzyskał świadomość ,

– Przy Grzegorza łóżku jest ksiądz Ojciec Marian. Fakt że chory ale też przyjechał pomodlić się przy Grzesia łóżku , prosimy też wspomnieć o Ojcu Marianie o zdrówko dla Ojca Mariana z Parafii w Starym Wielisławiu

– właśnie odzyskał świadomość słuchał was , z jego oczu łzy radości poleciały powiedział , Krzysztof jest wielkim największym człowiekiem i Bardzo dziękuje .

– Grzegorz mówi że chce być z wami w Dursztynie bo czuje że dostał szansę drugą na dokończenie misji w Dursztynie . Jutro będzie można z Grzegorzem połączyć się przez skypa i widzieć go na żywo .

– Grzegorz was wszystkich pozdrawia i Gosię całuje mocno .

– Grzegorz pyta czy przyjmiecie jego zaproszenie na sierpień do Krosnowic

– Był obecny Biskup z Diecezji Świdnickiej i powiedział że w głębi serca będzie się modlił za wasze zgromadzenie

– My jeszcze będziemy w szpitalnej kaplicy robić czuwanie za Grzegorza zdrowie o to aby nadal miał energię a może jeszcze większą do pracy i noszenia pomocy innym . Również zastanawia nas skąd Grzegorz bierze tak wspaniałych ludzi jak wasza wspólnota .

___________________________________________________________

Drogi Krzysiu!

Chwała Panu! Chciałam się z Tobą podzielić nowiną. Może nie jest taka wielka, ale to mały (a może wielki…) krok do przodu. Nareszcie jesteśmy wolni, szczęśliwi i pełni radości i miłości Bożej. Wygląda na to, że zło odeszło. Ale zacznę od początku. Pamiętasz, jak zaproponowałeś nam wyjazd do Częstochowy, do kościoła św. Józefa?  Nie brałam Twoich słów bardzo do serca. Z jednej strony chciałam bardzo  jechać, ale drugiej – przeforsowanie mojego męża, to nie lada wyzwanie. Więc tylko w duchu prosiłam Pana, żeby pomógł mi  rozwiązać problem. Przecież tu chodziło o mojego syna. Minęła środa, czwartek, przyszedł piątek wieczór. Nawet zapomniałam o Częstochowie. Nagle mój oporny mąż zaproponował wyjazd na mszę i modlitewne czuwanie.  Pan zadziałał na całej linii. Moja radość nie miała granic. I tak wylądowaliśmy o godz. 17.00 w sobotę w kościele św. Józefa. I tu szok…  Ilość ludzi przeszła wszelkie nasze wyobrażenia. Na dworze zimno, myśmy nie wiedzieli jak się ubrać, przygotować i nie zabraliśmy ciepłych ubrań, a zapowiadało się stanie przed kościołem. O wejściu do środka nawet nie mogliśmy marzyć. Jasiu zaczął już mruczeć o powrocie, ale ja już nie dałam za wygraną. Znowu zawierzyłam Panu kłopoty. Moja myśl była jedna: „Panie, jak nas tu przywiodłeś, to się teraz nami opiekuj”. Nawet nie wiem jak, ale w ciągu paru minut byliśmy w środku kościoła, osłonięci od chłodu i zimna. Wprawdzie w ogromnym ścisku, ale nie na zewnątrz. Potem zaczęła się msza. Ludzie pchali się ze wszystkich stron, byli tacy, co przeklinali na innych pchających się. Jednym słowem – koszmar. Ale nie dla nas. Zobaczyłam, że Kamil stoi niedaleko i się modli, Jaś też nie zwraca uwagi na pchających, więc  wyłączyłam się z otoczenia, starając w pełni uczestniczyć w dziele Pana. Ofiarowałam swoje trudy w intencji Kamila.  Ale Pan nie tak zaplanował. Wiedział od czego zacząć. Nie sądziłam, że „leczenie” duszy i ciała zacznie ode mnie . Podczas całej modlitwy myślałam tylko o Kamilu, o jego problemach, i nagle O. Daniel zaczął się modlić o uwolnienie międzypokoleniowe. Miałam złożone dłonie przy modlitwie i  te dłonie zaczęły się trząść jak w febrze. Nie mogłam opanować tego telepania. Następnie doszło uczucie prądu, przechodzącego od głowy do nóg. Bardzo silnie, ale przyjemnie. Mało brakowało, a zasnęłabym w Duchu Św.  Już wtedy wiedziałam, kogo Pan uwolnił od grzechu pokoleniowego. Czułam, że moje korzenie zła zostały odcięte.  Ja to naprawdę czułam, nie potrafię tego dokładnie opisać, ale to było podobne do wewnętrznego krzyku…

Wyszliśmy z Kościoła około 24.00, zmęczeni długotrwałym staniem, ale tyle w nas było szczęścia, miłości, że trudno opisać. Byłam pewna, że wizyta u ks. Rajchela będzie potwierdzeniem wspanialej wolności.  Z Częstochowy wróciliśmy około 4.00 nad ranem, ale droga minęła szybko i bez kłopotów.

Dni do wyjazdu do ks. Rajchela pełne były modlitw i zawierzeń. Ja cały czas czułam siłę do walki, jakbym dostała turbo doładowanie i na dodatek kamizelkę kuloodporną. Kropką nad „i” była wspólna modlitwa z Wami przez Internet. A potem – tylko ks. Rajchel.

Modliliśmy się wspólnie z księdzem, On odprawiał egzorcyzm, ale już nie tak długo jak zawsze. Po skończonej modlitwie prosił szczególnie Kamila o odczucia. W czasie modlitwy w pewnej chwili Kamil poczuł mocny ból głowy, trwający parę minut, a potem ból zniknął, ogarnął go taki spokój, że uśmiechał się do końca modlitwy. Też wiedział, że zło poszło.

Nigdy nie zapomnę uśmiechu Kamila, gdy wyszliśmy na dwór. Taka dziecinna radość w oczach i ulga, jakby zabrano ciężar z pleców.

Przyjechaliśmy do domu i ta ulga i spokój trwają nadal, inaczej postrzegam świat. Widzę więcej dobra niż zła. A Kamil odzyskał radość życia. Jeszcze czekają go badania kontrolne w Olsztynie, ale to dopiero koło lutego lub marca. Jesteśmy dobrej myśli. Pan czuwa.

Rozpisałam się, ale te słowa i tak nie oddadzą tego co się wydarzyło i co czujemy. Wiem, że jeszcze wiele jest do zrobienia w naszej rodzinie, ale wiem również co robić – powierzyć wszystko Panu. On wie co najlepsze. Ja powierzam się Waszej modlitwie i dziękuję Panu za Was, że stanęliście na naszej drodze jak Aniołowie.  Nauczyliście nas, jak zaufać Bogu. Dziękuję z wielką radością.

CHWAŁA PANU!

Jak damy radę, będziemy we wtorek u Was na mszy i adoracji.

Dorota, Kamil i cała reszta.

_____________________________________________________________
ŚWIADECTWO ELŻBIETY Z BRODNICY

II/

Witam, Szczęść Boże. Serdecznie dziękuję za błogosławieństwo i za modlitwy, które bardzo przeżyłam jako, że poruszają serce gdy Duch Św. działa. Ogromnie zaskoczyły mnie piękne słowa modlitwy wstawienniczej (nawet nie pomyślałabym, że w taki sposób ktoś mógłby za mnie? i Martę się wstawiać) a zwłaszcza słowa przesłania takie proste a takie odkrywcze i pomocne…..”Oto ja służebnica…” Dzięki i Chwała Panu!

Dopiero teraz odpisuję jako, że było mi dane przeżycie niezwykłego spotkania z Jezusem na trzydniowych rekolekcjach charyzmatycznych w Toruniu, które poprowadzili o. Enrique Porcu i o.Antonello Cadeddu. Tak bardzo cieszę się z tego aż brakuje mi słów by opisać całą radość i wdzięczność.

Dziękuję Ci Duchu Święty za wszystko czego doświadczyłam na rekolekcjach bo ” Twoje przyjście jest szczytem dziwów Bożych dokonanych wśród nas….”. Dziękuję również za to,że już od pierwszych modlitw uwielbiena poczułam Twoje Ciepło w moich wyciągniętych dłoniach a także za spoczynek w Duchu Św. (kilka nawet raz po raz i dość długie tak więc mogę powiedzieć, że sporą część rekolekcji „przespałam” a potem w nocy nie mogłam zasnąć-teraz wiem dlaczego).

Opisując spoczynek w Duchu Św. muszę powiedzieć, że każde doświadczenie było inne. Najpierw kiedy tak naprawdę cieszyłam się ze spotkania z Jezusem na mszy św. z modlitwą o uzdrowienie miałam odczucie, że krzyczę na caly kościół – Jezu kocham Cię!!! Drugi – to było dygotanie jakby z zimna, trzeci na Jasnej Górze -kołatanie i ból serca. A w Toruniu na początku odczuwałam drżenie i coś czego nie umiem opisać, potem w czasie modlitwy o uzdrowienie (w piątek) popłakałam się a nawet szlochałam w pewnych momentach ( uzdrowienia dzieciństwa -zranienia, odtrącenie przez rodziców, przekleństwo ojca i inne zranienia z jego strony, braku odwagi itp oraz uwolnienia od okultyzmu, białej magii i skutów tego – obsesyjne myśli również samobójcze, ….). Po wypłakaniu się poczulam ulgę, potem doznałam przepięknego wrażenia utulenia w rękach matczynych (pisząc to wzruszylam się bardzo) i niezwykły spokój.

W czasie kolejnych spoczynków następnego dnia miałam odczucia wielkiej radości i ufności, pełnego pokoju serca a także szczęścia i Miłości, Wielkie Dzięki i Chwała Panu za wszystkie łaski, dary i owoce Ducha Św., za doświadczenia a złaszcza za przejście ” kanałami ” Ducha Św. kiedy to z zamkniętymi oczami i z wyciągniętymi rękami, z pełnym zawierzeniem się i modlitwą osobistą idzie się jakby tunelem po błogosławieństwo do Jezusa pomiędzy dwoma rzędami ludzi nakładającymi ręce i modlącymi się za każdego przechodzącego. Bardzo dziękuję Ci Duchu Święty za prowadzenie i spoczynki (w trakcie i po przejściu), za modlitwy i słowa m.in., że Jezus mnie kocha a także za mój udział, ufność i wzruszenie. Przede wszystkim dziękuję za najpiękniejszy prezent na Dzień Dziecka kiedy to później podczas modlitwy o uzdrowienie usłyszałam od kogoś „Jesteś uwielbionym dzieckiem Bożym” oraz uzdrowienie. Chwała Panu! Każdy dzień rekolekcji był dla mnie cudownym przeżyciem (modlitwy uwielbienia, bloki konferencyjne, świadectwa ojców i misjonarek wspólnoty Przymierze Miłosierdzia, Eucharystie i modlitwy o uzdrowienie) ale najbardziej przeżyłam niedzielną Eucharystię i wspólną modlitwę o dary i charyzmaty Ducha Św. zakończoną spoczynkiem (nie wiem czy wszystkich) po tym jak o. Antonello dmuchnął w stronę sali.

Wiem teraz, że z Waszą pomocą weszłam na właściwą drogę, która nie będzie spacerowym szlakiem i już nie jestem tą samą osobą sprzed rekolekcji i Waszych modlitw wstawienniczych.Jednak proszę o dalszą modlitwę o wytrwałość i uwolnienie od nałogu (w Toruniu 2 dni nie paliłam) a przede wszystkim proszę o dalszą modlitwę za Martę.

 

Serdecznie pozdrawiam i bardzo dziękuję za Wasze modlitwy. Chwała Panu!

Elżbieta

I/

Witam, Szczęść Boże. Po raz kolejny zwracam się do Was z prośbą o modlitwę, aby Pan Jezus dalej przemieniał nasze serca i nasze życie a moja córka Marta jak najszybciej odnalazła własną drogę, na której spotka Pana. Przede wszystkim chciałabym podziękować za dary i owoce Ducha Św,, za otrzymane łaski dzięki Waszym pięknym modlitwom serca, oraz Waszą posługę. Pragnę też podziękować Panu za osoby pomocne w przeszłości i obecnie w zbliżeniu się do Jezusa. Dziękując Bogu posłużę się modlitwą o. Józefa Kozłowskiego SJ nabytą na Jasnej Górze pt. Jezus zwyciężył ! :

” Panie, Ty zaprosiłeś mnie do trwania w Twojej obecności,

Wzywasz mnie do zatrzymania się u Twoich stóp,

by jak Maria wsłuchać się w Twoje Słowo.

Uwielbiam Ciebie. Uwielbiam Twoją obecność

w moim sercu i w drugim człowieku.

Dziękuję Ci, że kształtujesz we mnie swoją modlitwę.

Dziękuję, że otwierasz mnie na prawdę o mnie samej.

Oddaję Ci siebie. Bądź uwielbiony w moim życiu teraz i zawsze.”

Wciąż jeszcze jestem pod wrażeniem jak niesamowicie działa Duch Św., że odkrywam nowe wartości, mam nowe odczucia (radość, pozbyłam się lęku, mam większy pokój w sercu, lepsze relacje z Martą, która po Waszej modlitwie zdecydowała się na zerwanie z chłopakiem), że Pan działa na kolejnych płaszczyznach i zaczynam poznawać, uświadamiać sobie natchnienia Ducha Św. a także cieszyć ze spotkań z Jezusem. W niedzielę uświadomiłam sobie,że Pan naprowadzał mnie na swoją ścieżkę wiele lat poprzez różne osoby, zdarzenia, doświadczenia i tym kszałtowal mnie ( dar łaski wiary, poznanie wartości mszy św., dar przebaczenia, spoczynek w Duchu Św., świadomość, że bez Ducha Św., nic nie zrobię a Jezus kocha mnie i nikt nie jest w stanie dać mi takiej miłości, na której nie zawiodę się i przez to nigdy już nie będę sama, pielgrzymki piesze i autokarowe, „Krąg misyjny”, odnowa w Duchu Św., Żywy Różaniec,Ogólnopolskie coroczne Wieczerniki Królowej Pokoju w Oborach – Szkaplerz(2005r.) i rekolekcje z o. J. Maniacalem(2011 i2012r.) oraz od ok. roku comiesięczne wieczerniki z modlitwą dla chorych, czuwania w Duchu Św., internetowe rekolekcje i katechezy, konferencje zwłaszcza ks. egzorcysty Marcina Hołuja („Jak uwolnić się od złego ducha” itd.), Michała Olszewskiego, Bogusława Jaworowskiego, o. Witko, ks. Pawlukiewicza, Roberta Tekieli i innych). Teraz łatwiej mi zaufać Panu i pozwolić mu zająć moimi sprawami według Jego woli.Właśnie dzięki Niemu tak łatwo spotkałam Was na Jasnej Górze z czego bardzo się cieszę. to niesamowite, że usiedliście kilka metrów obok. Chwała Panu za to i za tę piękną modlitwę zawierzenia Jezusowi Miłosiernemu. Pragnę również wyrazić swoje wielkie dziękczynienie Maryi, za opiekę i prowadzenie do Jezusa. Cieszę się również z tego, że mogłam po raz czwarty uczestniczyć w czuwaniu i tak wspaniale przeżyć ten dzień i otrzymać Dary i Owoce Ducha Św. w tym także kolejny spoczynek Ducha Św. po komunii św. Chwała Panu i wielkie dzięki, że wysłuchał mojej modlitwy kiedy prosiłam także aby odnalazł mnie w tym tłumie i wlał w moje serce żar swojej miłości większy od ciepła slonecznego, które wtedy czułam na sobie. W czasie spoczynku serce biło jak oszalałe, czulam też ucisk w sercu. Nie mogę się nadziwić,że to właśnie mnie spotkało. Z wrażenia po powrocie nie mogłam zasnąć zwłaszcza,że dodatkowo cieszyłam się z odmówienia całej modlitwy zawierzenia Jezusowi Miłosiernemu.

W niedzielę miałam odczucie jakbym dostała nowe życie, w sercu pokój i radość. W ciągu dnia popłynęły mi łzy co jakiś czas ale to też był powód do radości, bo wiedziałam,że Jezus uzdrawia mnie.

Każde czuwanie było dla mnie bardzo wielkim przeżyciem. Dziękuję Bogu również za to, że bez problemów mogłam przygotować się do wyjazdu m.in. nowennami, modlitwami, koronką i pieśniami do Ducha  Św.( tak śpiewałam ze WSpólnotą Miłości Ukrzyżowanej z youtube,że wyczerpałam limit szybkiej transmisji danych).

Cały czas jeszcze jestem w nastroju radosno-refleksyjnym a rano uświadomiłam sobie, że jakiś czas temu mówiłam, że straciłam wiele lat a teraz powiedziałabym, że warto było stracić aby znaleźć tę wielką Miłość niż najpierw znaleźć a potem stracić(albo lepiej późno niż wcale).

Serdecznie pozdrawiam   Elżbieta       _________________________________________________________________

Witam, Szczęść Boże. Serdecznie dziękuję za błogosławieństwo i za modlitwy, które bardzo przeżyłam jako, że poruszają serce gdy Duch Św. działa. Ogromnie zaskoczyły mnie piękne słowa modlitwy wstawienniczej (nawet nie pomyślałabym, że w taki sposób ktoś mógłby za mnie? i Martę się wstawiać) a zwłaszcza słowa przesłania takie proste a takie odkrywcze i pomocne…..”Oto ja służebnica…” Dzięki i Chwała Panu!

Dopiero teraz odpisuję jako, że było mi dane przeżycie niezwykłego spotkania z Jezusem na trzydniowych rekolekcjach charyzmatycznych w Toruniu, które poprowadzili o. Enrique Porcu i o.Antonello Cadeddu. Tak bardzo cieszę się z tego aż brakuje mi słów by opisać całą radość i wdzięczność.

Dziękuję Ci Duchu Święty za wszystko czego doświadczyłam na rekolekcjach bo ” Twoje przyjście jest szczytem dziwów Bożych dokonanych wśród nas….”. Dziękuję również za to,że już od pierwszych modlitw uwielbiena poczułam Twoje Ciepło w moich wyciągniętych dłoniach a także za spoczynek w Duchu Św. (kilka nawet raz po raz i dość długie tak więc mogę powiedzieć, że sporą część rekolekcji „przespałam” a potem w nocy nie mogłam zasnąć-teraz wiem dlaczego).

Opisując spoczynek w Duchu Św. muszę powiedzieć, że każde doświadczenie było inne. Najpierw kiedy tak naprawdę cieszyłam się ze spotkania z Jezusem na mszy św. z modlitwą o uzdrowienie miałam odczucie, że krzyczę na caly kościół – Jezu kocham Cię!!! Drugi – to było dygotanie jakby z zimna, trzeci na Jasnej Górze -kołatanie i ból serca. A w Toruniu na początku odczuwałam drżenie i coś czego nie umiem opisać, potem w czasie modlitwy o uzdrowienie (w piątek) popłakałam się a nawet szlochałam w pewnych momentach ( uzdrowienia dzieciństwa -zranienia, odtrącenie przez rodziców, przekleństwo ojca i inne zranienia z jego strony, braku odwagi itp oraz uwolnienia od okultyzmu, białej magii i skutów tego – obsesyjne myśli również samobójcze, ….). Po wypłakaniu się poczulam ulgę, potem doznałam przepięknego wrażenia utulenia w rękach matczynych (pisząc to wzruszylam się bardzo) i niezwykły spokój.

W czasie kolejnych spoczynków następnego dnia miałam odczucia wielkiej radości i ufności, pełnego pokoju serca a także szczęścia i Miłości, Wielkie Dzięki i Chwała Panu za wszystkie łaski, dary i owoce Ducha Św., za doświadczenia a złaszcza za przejście ” kanałami ” Ducha Św. kiedy to z zamkniętymi oczami i z wyciągniętymi rękami, z pełnym zawierzeniem się i modlitwą osobistą idzie się jakby tunelem po błogosławieństwo do Jezusa pomiędzy dwoma rzędami ludzi nakładającymi ręce i modlącymi się za każdego przechodzącego. Bardzo dziękuję Ci Duchu Święty za prowadzenie i spoczynki (w trakcie i po przejściu), za modlitwy i słowa m.in., że Jezus mnie kocha a także za mój udział, ufność i wzruszenie. Przede wszystkim dziękuję za najpiękniejszy prezent na Dzień Dziecka kiedy to później podczas modlitwy o uzdrowienie usłyszałam od kogoś „Jesteś uwielbionym dzieckiem Bożym” oraz uzdrowienie. Chwała Panu! Każdy dzień rekolekcji był dla mnie cudownym przeżyciem (modlitwy uwielbienia, bloki konferencyjne, świadectwa ojców i misjonarek wspólnoty Przymierze Miłosierdzia, Eucharystie i modlitwy o uzdrowienie) ale najbardziej przeżyłam niedzielną Eucharystię i wspólną modlitwę o dary i charyzmaty Ducha Św. zakończoną spoczynkiem (nie wiem czy wszystkich) po tym jak o. Antonello dmuchnął w stronę sali.

Wiem teraz, że z Waszą pomocą weszłam na właściwą drogę, która nie będzie spacerowym szlakiem i już nie jestem tą samą osobą sprzed rekolekcji i Waszych modlitw wstawienniczych.Jednak proszę o dalszą modlitwę o wytrwałość i uwolnienie od nałogu (w Toruniu 2 dni nie paliłam) a przede wszystkim proszę o dalszą modlitwę za Martę.

 

Serdecznie pozdrawiam i bardzo dziękuję za Wasze modlitwy. Chwała Panu   Elżbieta
____________________________________________________

Świadectwo Oliwki  (z dnia 6.11.2012r.)

Kiedy po raz trzeci razem z moją mamą uczestniczyłam w adoracji Najświętszego Sakramentu, modląc się ze wspólnotą Światło Taboru, przeżyłam niezwykłe spotkanie z Panem Jezusem.

Gdy uklękłam na klęczniku przed Najświętszym Sakramentem i dotknęłam szatę Pana Jezusa, w tym samym momencie poczułam Jego obecność. Czułam, że Ktoś unosi się wokół mnie. Modliłam się i nagle poczułam, że moje serce się otwiera, a Pan Jezus wszedł do niego i zabrał mi wszystkie grzechy.

Nigdy wcześniej nie czułam takiego szczęścia i radości w sercu.

 

Dziękuję Ci Panie Jezu – Oliwka (8 lat- Nowy Targ)
______________________________________________
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Na 3 roku mieliśmy „Zespoły mieszkaniowe 2” z panią dr inż. arch. Marią , na wielu korektach u niej nie bywałem, bo miałem zazwyczaj czas tak zaciśnięty przez różne inne obowiązki, że po ludzku było to nie możliwe, wszystko tak sobie ogarnąć, dodatkowo miałem problemy z komputerem. Wakacje nadeszły znienacka i co??? Projekt na wrzesień, albo warunek. Wszystko mogłoby się wydawać proste. Lipiec i sierpień minął, a terminu trzeciego na oddanie nie ma. Wrzesień minął i dalej o jakimś dodatkowym terminie nie ma mowy. Dodatkowo problemy z komputerem, zepsuł się zasilacz, a w miedzy czasie projektowałem hale sportową z przedmiotu „Architektura turystyki, rekreacji i sportu”. Nagle na stronie internetowej szkoły pojawiła się niespodziewana informacja, że 8 października pani Maria z „Zespołów mieszkaniowych 2” przyjmuje projekty, a tu już koniec września:) Ha ha ha:D W między czasie projekt hali sportowej zrobiłem na 5:)
Nadszedł dzień na oddanie projektu budynku wielorodzinnego na osiedlu Witosa z „Zespołów mieszkaniowych 2”. Jesteśmy na uczelni i oczekiwanie na wyniki. Ja na samym końcu. Wszyscy zadowoleni, każdy zdał, ale mojego indeksu nikt nie zabrał, więc poszedłem się zapytać, czy pani prowadząca zajęcia sprawdziła mój projekt (niepotrzebnie) – widziałem, mój proj. na miejscu z projektami i indeksem już po sprawdzeniu, a pani prowadząca się zapytała, gdzie mój projekt i po wskazaniu musiałem zaczekać na korytarzu. Po 15 min. wychodzi i woła: „Pan Arkadiusz Iwanoczko! Czy jest Pan Arkadiusz Iwanoczko?!”. Ja podchodzę, a pani Maria do mnie: „Ma pan błędy, jaką pan zasadę stosuje? Ja panu nie zaliczę! Nie ma pan w kilku pokojach okien”. Miały być garderoby, schowki itp., ale z pośpiechu różne rzeczy się robi nie tak jak powinno. Mi w oczach już łzy się cisną i dramat się pisze w głowie. A pani do mnie: „To jest poniżające przyjąć taki projekt, taki projekt jest ujmą dla mojego imienia i całej uczelni!” Nogi mi się uginały, wymieniliśmy się numerami, bo miałem „zanieść” poprawiony projekt do Krakowa, do jej domu. Wychodzę z pokoju, w którym były sprawdzane projekty, pani Maria poszła do domu, oddała mi projekt z indeksem, sprawdzam indeks i kartę okresowych osiągnięć studenta, a tam wpis od niej 4,5. Teraz wiem, że to Jezus wpisał, aby mnie sprawdzić co ja z tym zrobię:)
Na drugi dzień dzwoni do mnie pani prowadząca, myląc mnie z ogrodnikiem i powiedziałem o ocenie, a ona mi mówi, że to chyba jakaś pomyłka zaistniała i będzie ostro protestować w tej sprawie. No to kobieta się na mnie uwzięła – sobie pomyślałem. Byłem u wielu wykładowców z tym problemem i wszyscy mi mówili, że skoro wpisała, to mogę oddać indeks do działu nauczania. A oprócz wykładowców to ile czasu Krzysiowi tym wszystkim głowę zawracałem;) W domu tez moja mama, babcia to wystarczająco nerwów zjadły. Moja ukochana Kasia też się mnie nasłuchała i była bardzo tym przejęta tak jak każdy, ale wszyscy mnie pocieszali, mówiąc, że będzie dobrze. Gdy poszedłem na uczelnie chcąc oddać indeks, spotkało mnie rozczarowanie, w dziale naucz. mówią mi, że pani prowadząca Maria chce przejąć mój indeks i wykreślić ocenę, dlatego nie mogą przyjąć mojego indeksu. Poszedłem z tym do rektoratu, a oni żebym poszedł do sekretariatu, w sekretariacie, żebym poszedł do pani dyrektor instytutu architektury i urbanistyki, a pani dyrektor na urlopie w Dubaju, więc do pani wicedyrektor, a pani wicedyrektor niestety nie ma na uczelni, będzie może po jutrze, a15.10.2012r. jest ostateczne oddanie indeksów. Dowiedziałem się także, że skradzione zostały pani Marii wszystkie protokoły, klucze do domu przez studenta z 2 roku, któremu nie zaliczyła. Nie przejąłem się tym zbytnio, bo sam miałem nóż na gardle. Byłem z tym u adwokata, nawet notarialne potwierdzenie kserokopii indeksu i karty zrobiłem. Adwokat mi powiedział, że mogę oddać indeks, bo mam wpisy, ale jak będę miał problemy, że np. nie zaliczy mi i wykreśli w indeksie, to że wstawi się w obronę za mną:) Większość osób było przeciwko mnie, a ja chciałem, żeby mi w indeksie nie kreślono, ażebym mógł donieść projekt na poziomie 4,5 spokojnie bez nerwów.
12-14.10.2012r. gdy mieliśmy zamknięte wspólnotowe dni skupienia w Groniu, byłem strażnikiem samego Jezusa Chrystusa na 34 godzinnej adoracji:) Podczas modlitwy wstawienniczej nade mną w intencji tej trudnej dla mnie sytuacji na studiach dostałem słowo od Pana Boga:

„Polecam więc przede wszystkim, by prośby, modlitwy, wspólne błagania, dziękczynienia odprawiane były za wszystkich ludzi: za królów i za wszystkich sprawujących władzę, abyśmy mogli prowadzić życie ciche i spokojne z całą pobożnością i godnością. Jest to bowiem dobre i miłe w oczach Zbawiciela naszego, Boga, który pragnie, by wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy.” [I Tm 2, 1-4]

Pan mnie przemienił, umocnił, dodał sił i jest ze mną namacalnie w każdej sekundzie, nawet teraz gdy piszę to mi podpowiada co napisać:) Serce moje zostało przemienione i napełnione miłosierdziem Bożym:) Modliłem się cały czas za wszystkich których mi Jezus ukazał w sercu, a przede wszystkim za panią Marię z którą nie miałem pojęcia jak rozmawiać.
Rozmawiałem z panią wicedyrektor i powiedziałem, że sprawa jest u adwokata, a pani wicedyrektor, że tak nie można, że zawsze mi stara się pomóc, a należy też mieć szacunek do starszych – a ja sobie pomyślałem, czy mają szacunek do studenta??? Został ustalony termin oddania komisyjnego na 22.10.2012r. w obecności pani dyrektor, wicedyrektor i pani prowadzącej.
Nadszedł dzień oddania komisyjnego, pani Maria się spóźniła, więc komisyjne oddanie się rozpoczęło bez pani prowadzącej. Czekając na korytarzu, słyszałem tylko same komplementy w moim kierunku, że dobrze zareagowałem, że powinienem mieć lepszą ocenę. Nie mam pojęcia dlaczego pani dyrektor sprawująca pewna władzę nie przypieczętowała swoich słów, ale zasugerowała się zdaniem pani doktor, żeby mi wykreślić i wpisać ocenę 3 z 4,5, choć starała się mimo to nakłonić do oceny 3,5. Moje serce zostało skruszone i napełnione tak ogromną miłością, że bez wahania gdy zostałem o tym poinformowany, że jak dojedzie pani doktor na uczelnię to wpisze mi 3 zaakceptowałem tą decyzję:) Pani dr inż. arch przyjechała na uczelnię, a ja czułem obecność Jezusa tak namacalnie, że wiedziałem, ze chce się mną posłużyć.
Wchodzę do pokoju i mówię: „Szczęść Boże, witam serdecznie Panią.”
– pani Maria:
„Chciałabym zobaczyć projekt. No widzę, że wygląda lepiej, ale jest wiele jeszcze w nim błędów, dlaczego nie ma w wiatrołapie okna?”
– ja na to:
„Jestem , świadom wszelkich błędów, lecz można każdy błąd poprawić, a nawet mam już pomysły jak to zrobić. Okno jest w wiatrołapie, tylko program z którego korzystam, tak właśnie zaznacza okno w przekroju.”
– pani Maria:
„No rozumiem, ale tak się okna nie zaznacza, a te wąskie korytarze są nie praktyczne. Projekt ładnie wykonany, ale za całą sytuację mogę jedynie wystawić 3.”
– ja natomiast:
„Cieszę się, że Pani chce mi zaliczyć, ale czy mogłaby być ocena 3,5?”
– pani Maria:
„Nie, to wykluczone! Projekt jest na wyższą ocenę, ale mogę wpisać tylko 3 do indeksu, a dla pana satysfakcji 3,5 na teczce projektu.”
– ja przepełniony miłością Jezusa rzekłem:
„Bóg zapłać za zaliczenie projektu. Przepraszam, że tak nawaliłem, że dopiero teraz projekt oddaję, że popełniłem wiele błędów i za całą tą nieprzyjemną sytuację oraz za to, że na wielu korektach nie byłem – Przepraszam. Dziękuję Bogu, że postawił mi Panią na mojej drodze życia. Mogłem się nauczyć i nauczyłem się od Pani solidności, odpowiedzialności, a przede wszystkim dyscypliny i zorganizowania oraz nie odkładania obowiązku na ostatnią chwilę. Mam nadzieję, że ta nauczka wniesie wiele dobrego na przyszłość do mojego życia.”
– pani Maria pełna wzruszenia i radości:
„Cieszę się, że pan tak uważa, właśnie tego życzę panu, aby się panu powodziło w przyszłości.”
– ja dodałem przepełniony radością:
„Jeszcze raz Bóg zapłać za wszystko, jest Pani naprawdę wspaniałą osobą. Czy mógłbym przyjść do Pani na korekty z pracą dyplomową?”
– pani Maria:
„Myślę, że tak, zawsze mogę jakoś panu pomóc, to jak co, to proszę przyjść.”
– ja ostatnimi słowami:
„Jeszcze raz dziękuję za wszystko, Bóg zapłać! (ucałowałem panią Marię Staruch w rękę) Błogosławieństwa Bożego! Miłego dnia! Z Bogiem:)”
– pani Maria pełna wzruszenia:
„Z Bogiem.”

Dziękuję Tobie Panie Jezu za wszystko co uczyniłeś dla mnie i za to co czynisz, za miłość, którą wlewasz nieustannie w moje serce. Dziękuję Tobie Maryjo najukochańsza Mateńko za opiekę nade mną, za ciepło i przytulenie. Bóg zapłać wam, moi Bracia i Siostry z mojej ukochanej wspólnoty „Światło Taboru” za wszelkie dobro, uśmiech, słowo, modlitwę. Bóg zapłać z całego serca za wsparcie w tak trudnych chwilach jakie dane było mi doświadczyć:)

Alleluja!!! Pan zwyciężył!!! Bogu niech będzie chwała!

„Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie. Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali.” [J 13, 34-35]

Wasz braciszek Arek Iwanoczko


to bylo tak w wieczerniku stanal za mna mezczyzna od ktorego czulam niesamowite cieplo ale nie zwracalam na to uwagi bo On mnie nie interesowal.Po spowiedzi pobieglam do zakrystii szukac paulina ktory juz i natychmiast odprawi Msze Sw. za mojego Ksawerego. Cala ochrona odmowila mi znalezienia kaplana po chwili jeden z nich wzial tel i podal nr na ktory moglam zadzwonic i prosic. Kaplan bez chwili wahania zszedl na dol. W ciagu 5 min byl gotowy do Mszy Sw. ja poszlam do kaplicy bylo 3 moze 4 osoby. bylam przed samym obrazem i nagle znow poczulam gorac spojrzalam w bok. ten sam mezczyzna patrzyl na mnie oczami Jezusa i z taka miloscia jakiej nigdy nie znalam. plakal i modlil sie cala Msze ze mna. jak sie pozniej okazalo nagle byla cala kaplica ludzi. przy znaku pokoj podal mi dlon i mnie objal i to bylo cos czego nigdy nie zapomne dreszcz milosci przeszedl przez moje cialo i w sercu uslyszalam nie boj sie ja jestem z Toba. Aniu ja moze wariowalam z bolu i rozpaczy mozesz pomyslec ze moja psychika jest chora ale ja jestem pewna ze to byl Jezus bo skad ten czlowiek mogl wiedziec gdzie ja poszlam po spowiedzi i czemu wybral miejsce kolo mnie? I czemu potem sie tyle dzialo? zaraz po Mszy SW. zadzwonilam do Kamilki i powiedziala ze jest lepiej. A pani doktor powiedziala ze nie wie jak to sie stalo ale w pewnym momencie wszystko ale to wszystko wrocilo do normy nawet maly zaczal sam oddychac bez tlenu. ja Jej powiedziualam ze w tym krytycznym momencie wiele osob sie modlilo i byla odprawiona Msza Sw. na Jasnej Gorze. I Jej stwierdzenie TERAZ WSZYSTKO ROZUMIEM.CHWALA PANU I JEGO MATENCE….Agnieszka


Dostałem nowe życie…

to cud…, jesteś chodzącym cudem…, Opatrzność się napracowała…,Pan dał ci nowe życie…, to Jezus powstrzymał silnik że nie wbił się do auta i ciebie nie rozgniótł…

Tak brzmiały pierwsze komentarze po wypadku jaki dane było mi przeżyć. Już pierwsze modlitwy za mnie przyniosły pierwsze rozeznanie i Słowo z dalekiej Hajfy:

Bogu Wszechmocnemu dzięki składam, że cię uratował- „Potrzebuję cię na czas ewangelizacji po ostrzeżeniu. Wtedy zacznie się ciężka praca dla Dzieci Bożych, by ratować tych, na których Bogu zależy by znalazły się w NOWYM RAJU!!!!”

Była środa, około 19 kiedy wyruszyłem swoim autem w drogę do Raby Wyżnej na kolejną wizytę u pulmonologa. We wsi Klikuszowa skręciłem z zakopianki w gminną drogę przez Sieniawę do Raby. Pogoda była dobra, widoczność również, sucha droga. Spokojnie bez pośpiechu mijałem kolejne wzniesienia i dość ciasne zakręty. Z radia lekko sączyła się muzyka żydowska. Kiedy dojeżdżałem do ostatniego zakrętu na podjazdach- od niego zaczynają się ostre zjazdy- w głośnikach usłyszałem początek kolejnego utworu zespołu Jarmuła, którego fragment był akurat moim dzwonkiem w komórce… W tym momencie mimo niskiej prędkości prawe koła chwyciły szutrowe pobocze i w ułamku sekundy zniosło mnie w prawo. Pobocze było bardzo wąskie i za nim wysoka skarpa w dół do lasu. Całą prędkością ściąga mnie z tej skarpy, ale na drodze stanęło mi drzewo… Z całym impetem uderzam przodem w drzewo… stoję… a trochę wiszę na dwóch kołach… nic nie wybuchło, nic się nie pali… a ja jestem cały. Próbuję otworzyć drzwi- puściły… W tej samej chwili podbiegają jacyś ludzie, a ja z pewnym trudem ale wytaczam się na drogę. Stoję o własnych siłach i nic mi się nie dzieje. Jakieś kobiety przepytują mnie delikatnie czy mi naprawdę nic nie jest bo w takim szoku człowiek nie jest wstanie nawet poczuć poważnych obrażeń. Ja zszokowany faktycznie całym zdarzeniem ale w miarę spokojny obmacuje siebie aby sprawdzić czy naprawdę jestem cały. Jest dobrze- Chwała Ci Panie Boże i dziękczynienie- jestem cały, żyję. Ktoś mi podpowiada czy mam trójkąt- pasowało by go postawić na drodze aby jeszcze ktoś w tak niebezpiecznym miejscu i z małą widocznością nie wjechał we mnie.

Chwilę później jedna z kobiet daje mi numer do Rabki po lawetę i dzwonię aby pomogli mi ściągnąć rozbitka do Nowego Targu. Jeszcze kolejny raz padają pytania czy aby na pewno nic mi nie jest i samochody odjeżdżają. Zostaję sam w środku lasu na pustej drodze, auto wbite w drzewo- nic z niego nie cieknie, instalacja elektryczna działa, włączam światła awaryjne… I nagle zauważam pod tym drzewem stoi solidny żelazny krzyż i znicze. Początkowo nie dotarła do mnie informacja co to oznacza. Powoli spaceruję w jedną i drugą stronę- zbieram myśli uwielbiając jedynie Pana i wołam z wdzięcznością całym sercem- dałeś mi drugie życie- dlaczego, o co chodzi, po cóż Tobie Panie aż takie bolesne moje doświadczenie jest potrzebne…??? Zadzwoniłem też do domu do żony aby ją powiadomić.

Po pół godzinnym oczekiwaniu przyjechała laweta aby mnie ściągnąć. I pierwsze co usłyszałem od kierowcy- „ale się dzisiaj Opatrzność napracowała- na tym drzewie zginęły dwie osoby na miejscu- stąd ten krzyż- i nie jeden samochód tu wypadł- ma pan za co Bogu dziękować…”. Potem okazało się, że wcale nie tak łatwo oderwać te „samochodowe zwłoki” od drzewa, że ledwo go ruszył zaczął się przechylać aby spaść całkiem ze skarpy. Ciąg dalszy to już zabiegi techniczne… Został mi samochód w ocenie fachowców do kasacji.

I zrobiło się trudno, bardzo trudno- wewnętrzny ucisk, smutek, jakiś smutek i paraliż wewnętrzny. Wszyscy mi mówią-człowieku Bóg dał ci drugie życie więc na pewno nie bez powodu się to stało i jeszcze wiele zadań ma dla ciebie… co tam samochód, wiadomo spore straty, ale co to ma za znaczenie wobec tego że żyjesz i nawet nie zostałeś draśnięty…

Jasna sprawa, że słuszne i mądre są to słowa- a we mnie oprócz głębokiej wdzięczności Panu za uratowanie życia nie ma radości, nowego zapału… coś mnie nadal gniecie i wewnętrznie trzyma. Tak jak całą tę sytuację od początku oddawałem Panu, tak i ten pozostały po aucie wrak zacząłem oddawać również, wołając aby mnie zechciał Pan, aby mi dopomógł się od niego uwolnić. I nie długo musiałem czekać- po ogłoszeniu w internecie w sobotę wieczór, w niedzielę przed południem pojawiły się pierwsze oferty kupców. Wieczorem byłem już wolny od wraku… Opuścił mnie również wszelki ucisk i związanie wewnątrz- materialne uwolnienie od zniszczonego auta stało się wyraźnie duchowym uwolnieniem od ucisku w którym zły atakujący mnie duch trzymał mnie do końca. Chwała niech będzie Bogu, który nas nie opuszcza w żadnym doświadczeniu, który nas miłuje i jest przy nas i  w nas na dobre i złe.
Jezus zwyciężył, to dokonało się, szatan pokonany, Jezus złamał śmierci moc…”

Dokąd teraz Panie mnie poprowadzisz, jaką drogą, jaki jest sens i cel…

_________________________________________________

Panie, jeśli chcesz możesz mnie uzdrowić…

Tak do końca nie byłam pewna czy na pewno będę na Dniach Skupienia, ale czym bliżej, Pan usuwał wszelkie przeszkody.

Jechałam tam, po to by pobyć, by odpocząć przy Jezusie… duchowo czułam się fatalnie – Jedynym lekarstwem był sam Jezus Chrystus – Syn Boży…

Niedługo po dotarciu na miejsce była Msza Św., to na niej podczas śpiewania pieśni do Ducha Św., poczułam trzy razy przechodzący mnie od czubka głowy po końce palców dreszcz…

Jako dar ofiarny złożyłam Panu, całą siebie, całe swoje życie, swoje zranienia…

To tego wieczoru stał się ten cud – Jezus zupełnie w

niespodziewanym dla mnie momencie, zabrał z mojego serca uczucie nienawiści do mojej teściowej… zamiast tego, co tak przeszkadzało, moje serce wypełnił sam Jezus Chrystus… nie ma cudowniejszego uczucia, niż uczucie pokoju w sercu, uczucie bożej radości.

Największą łaską i radością dla mnie była obecność Jezusa

w Najświętszym Sakramencie dzień i noc…

Monstrancja otulona białym welonem i ja… najbliżej Pana jak się tylko dało… Patrzyłam na Jezusa, dotykałam Jego szaty i całą sobą, całym sercem mówiłam… Panie, jeśli chcesz, możesz mnie uzdrowić… tak Panie, dałeś mi kolejny prezent- łaskę uzdrowienia, łaskę otwarcia się i przyjęcia Ciebie, jako jedynego Pana mojego życia… teraz nareszcie wiem, co to jest sens życia, Kto jest moim sensem życia.

Podczas modlitw wieczornych, wezwań do Ducha Św., poczułam ogromne uderzenie gorąca – to fizyczny objaw Jego obecności, kolejna łaska…

W niedzielne popołudnie, kiedy zawiesiłam swój wzrok na cudownym widoku, gdzie góry nieba sięgają, poczułam w moim sercu dziwne i po ludzku mało realne pragnienie – pragnienie by być Monstrancją, by moje serce było już na zawsze mieszkaniem dla Chrystusa, bym mogła z Jego pomocą zanieść Go wszystkim tym, którzy Go jeszcze nie znają i którzy Go tak bardzo pragną…

po policzkach ciekły mi strumienie łez…

Tak bardzo kocham Jezusa, że nie wyobrażam sobie życia bez codziennej Eucharystii, którą niejednokrotnie przeżywam,

ze łzami w oczach… szczególnie, kiedy przyjmuję mojego Pana pod postacią chleba.

Kocham Jezusa Eucharystycznego, Kocham Miłość Ukrzyżowaną – czerpię siły z krzyża, do tego by móc podejmować codzienny trud, codzienną walkę.

Dziękuję Ci Jezu za te 3 dni, podczas których pozwoliłeś mi odpocząć w Tobie, pozwoliłeś mi otworzyć się na Ciebie, podczas których dałeś mi możliwość poznać

MOICH PRZYJACIÓŁ z nowotarskiej wspólnoty.

Dziękuję Ci za każdą osobę z osobna, za jej życzliwość, serdeczność, za to, że każda z tych osób była dla mnie świadectwem Twojej obecności i działania.

Jezu.….. Dziękuję to za mało…

… Nie umiem dziękować Ci Panie,

bo małe są moje słowa,

zechciej przyjąć moje milczenie…

i naucz mnie życiem dziękować……

MOI KOCHANI PRZYJACIELE…

Niech Wam Pan błogosławi,

niech Was strzeże i obdarzy pokojem.

Pamiętam o każdym z Was w mojej modlitwie,

zanoszę Was w sercu przed tron

Matki Bożej Bocheńskiej – Królowej Różańca Św.,

niech ma Was w swojej opiece i prowadzi do swojego Syna.

Wdzięczna za wszystko… Justyna z Bochni

 


Szczęść Boże!

Mam na imię Weronika, jestem 19- latką, chodzę do Uzupełniającego Liceum. Pragnę podzielić się z innymi swoim świadectwem uzdrowienia. Tak, Pan wysłuchał modlitw wspólnoty „Światło Taboru” oraz przyjaciół i dał mi łaskę uzdrowienia.

Na początek opisze jak zaczęła się moja „przygoda” ze wspólnotą:)

Audycji Wspólnoty zaczęłam słuchać przez internet już ponad rok temu- to przyjaciel powiedział mi jak otwierać stronę internetową (sam wówczas do niej należał). Zaczęłam pisać intencję z prośbą o modlitwę, starałam się być, słuchać i nie opuszczać spotkań. Raz też udało mi się być na żywo. Po raz pierwszy zobaczyłam jak inni się modlą- nie ukrywam; było to dla mnie coś nowego. Zastanawiałam się: czy Ja umiem modlić się za innych? Czy umiem słuchać? A może jestem, bo jestem. Co innego być na żywo, a co innego słuchać przez internet- zawsze ktoś lub coś rozproszyło moja uwagę.

Zapragnęłam zmiany w swoim życiu. Pomyślałam: co z tego że chodzę do Kościoła, spowiedzi, modlę się- ale to przecież nie to jeszcze. I tak Jezus pomagał mi: stawiał na mojej drodze ludzi, którzy mi tłumaczyli i tłumaczą. Lecz to co Nasz Pan uczynił mi w tym roku to wielka łaska!

Długo zastanawiałam się jak opisać wszystko to co się działo w minionym czasie, jak napisać świadectwo.

Tak jak napisałam wcześniej, pisałam intencje do wspólnoty- po każdej modlitwie było lepiej!:) Pan ich wysłuchiwał!

Dlaczego świadectwo uzdrowienia? Już przechodzę do sedna sprawy.

W styczniu znów coś zaczęło się dziać z moim zdrowiem. Pierwsze wizyty u lekarza, próbowanie leków jak na króliku doświadczalnym: pomogą- super!, nie- stosujemy inne. We wspólnocie już płynęły modlitwy z prośba o diagnozę. Uff, są jakieś badania do zrobienia (jest jakieś zainteresowanie), pierwsza diagnoza, leczenie, badania kontrolne i małe świadectwo. Wiedziałam, że jak napiszę intencję to będzie lepiej i było!:) Jednak długo się nie nacieszyłam. Czułam się nadal źle i pomyślałam: coś pójdzie z tym w parze. Bałam się, że pojawi się coś gorszego i nadejdą te dni zwątpienia, a Ja nie chciałam zwątpić! Szatan wie czego się boję i na czym mi najbardziej zależy- wie gdzie uderzyć. Rozpoczęły się kolejne wizyty u lekarza, opowiadanie o swoich dolegliwościach i lekceważenie mnie, bo Ja jestem młoda i mam być zdrowa! Skoro ogólny lekarz nie jest w stanie mi pomóc, to może prywatni pomogą? I w tym przypadku się pomyliłam. Mogłam posłuchać swego głosu, który wciąż powtarzał mi: zrób badanie usg brzucha. Pomyślałam: boli mnie kręgosłup i brzuch, może już narządy wysiadają o tych tabletek i ból promieniuje. Dalej chodził po głowie pomysł zrobienia badania jednak wszystko się tak zwlekało. Lekarze byli bezsilni, nie mogli mnie zdiagnozować. Moje życie się zmieniło, bo wciąż myślałam o tym, chodziłam od lekarza do lekarza, a oni rozkładali ręce. Modliłam się i prosiłam by inni pomogli wyprosić diagnozę. Już powolutku brakowało mi sił. Postawiłam na swoim: zrobię to badanie usg, badanie krwi i skoro wszystko jest w porządku to dam sobie spokój. Niestety podczas tego badania usg lekarz coś zauważył. Srogo mi tłumaczył co mam dalej robić i gdzie się zgłosić. Zostałam skierowana do ginekologa z podejrzeniem mięśniaka macicy- wówczas nie wiedziałam co to znaczy. Byłam zła, bo przecież prosiłam o skierowanie na badanie, ale i też szczęśliwa i wdzięczna, bo jest jakakolwiek diagnoza! Ginekolog miał tylko potwierdzić tezę, lecz powiedział: duży guz lewego jajnika, trzeba umówić się na operację i usunąć. I tak czekałam 6tygodni na zabieg. Myślałam, że nie mam sił, ale z dniem gdy pojawiła się diagnoza postanowiłam walczyć. Byłam taka szczęśliwa, że już początkiem kwietnia znałam diagnozę. Nie ukrywam: trochę się martwiłam, ale nie musiałam brać żadnych tabletek i chodzić po lekarzach tylko cierpliwie czekać. W między czasie wspólnota dalej modliła się za mnie. Prosiłam by chociaż cząstkę jajnika udało się uratować i by guz nie był złośliwy. I tak było! Lekarze ze szpitala kazali zrobić badanie (jeśli chcę mogę sobie zrobić prywatnie, a jeśli mi się chce czekać w kolejce i tracić czas to mogę na skierowanie)- badanie na obecność markerów nowotworowych wykazało, że nie jest to nic groźnego- była to wspaniała wiadomość. Owszem, często za plecami szeptali: ona ma raka, lub: dlaczego ona- przecież jest jeszcze młoda. Ze łzami w oczach mówiłam, że jestem szczęśliwa, bo znam diagnozę! Myślałam: zrobią operację, usuną guza i wszystko będzie tak jak dawniej. Pocieszałam się i mówiłam sobie: przecież planeta ziemia to tylko chwila, tam jest nasz prawdziwy dom.

Dzień operacji był już blisko, a Ja wiedziałam, że się nie odbędzie…Dzień wcześniej dostałam miesiączkę, a przecież wszystko było ustalona w szpitalu, lecz nikt nie przewidział, że się spóźni. Płakałam i napisałam do lidera wspólnoty, że operacji nie będzie, proszę o modlitwę by kolejna była w niedługim czasie. Już powoli traciłam siły i wiarę, a czarny przecież na to czekał. Myślałam: czy Jezus sobie ze mnie żarty robi?- przecież On taki nie jest! Pogodziłam się z diagnozą- nie było to takie trudne, bo wciąż powtarzam sobie, że inni mają gorzej i że mogło być gorzej, ale jednak wola Pana nie była taka. Ja tak czekałam, liczyłam dni, po prostu chciałam być już po wszystkim. Wiedziałam, że choć teraz cierpię to będzie lepiej, tylko muszę zaufać i nie tracić nadziei – przecież Pan chce mojego dobra. I tak się stało. Kolejny termin był już w następnym tygodniu, odetchnęłam z ulgą, a gdy wracałam do domu ze szpitala dostałam wiadomość SMS od lidera wspólnoty, którym podzielę się: „Weroniczko- wczoraj w czasie modlitwy za ciebie Zosia- lekarka z Zakopanego miała takie przekonanie, że operacja nie może się odbyć bo będzie niepotrzebna- to Jezus chce ciebie całkowicie uzdrowić.” Ja byłam zmieszana, cieszyłam się kolejnym terminem operacji i napisałam, że już wkrótce zabieg, guz jest już duży, a skoro jajnik boli to operacja będzie na pewno! Nie wiedziałam wtedy, że kobieta, która była na spotkaniu modlitewnym otrzymała słowo poznania, którym podzieliła się na koniec. To tej Pani Jezus objawił, że operacji nie będzie!

Pojechałam do szpitala. Badania, przygotowania do operacji. Podczas ostatniego z badań lekarz stwierdził, że jest czysto, nic nie ma. Jak to? Przecież mam zdjęcia tego guza. Po paru minutach oznajmiono mi, że zostaje wypisana do domu. I pomyśleć: Jezus już tydzień wcześniej dał o tym znak:) Kobieta ze wspólnoty zapewniła, że Jezus obdarzy mnie jeszcze niejednym potomstwem.

Co teraz? Nadal jestem pod kontrolą lekarzy. Co mnie czeka dalej? Muszę ufać mocniej Panu!:)

P.S. Modlitwy nigdy za mało.

Z Bogiem!

WERONIKA

„Poszłam do Kliniki Boga. Na recepcie otrzymałam wskazówki by zażywać jedynie naturalne lekarstwa nakazane przez Jego słowa porady:

Każdego ranka zażyj pełną szklankę wdzięczności.

Kiedy dochodzisz do pracy zażyj jedną łyżkę spokoju..

W każdej godzinie zażyj 1 tabletkę cierpliwości, 1 filiżankę braterstwa i 1 szklankę pokory.

Kiedy wracasz do domu zażyj 1 dawkę miłości.

Kiedy kładziesz się spać zażyj 2 saszetki czystego sumienia.”


Pragnę podzielić się świadectwem mojego nawrócenia … a raczej świadectwem Bożej mocy… i Jego Miłości do człowieka…

„…DOM ZBUDOWANY NA PIASKU, RUNĄŁ…”

to spadło na mnie jak grom z jasnego nieba, był listopadowy czwartek, pojechałam do spowiedzi, a że od sierpnia zmienił mi się spowiednik, więc i dostałam kopa…, a mianowicie, wysiadłam na prostym pytaniu czym jest dla mnie wola Boża…, a później to się dowiedziałam, że jestem niewierząca – początkowo bolało, wychodząc od pijarów czułam się jakby mnie ktoś zabijał ale nie dobił – ale to nie był koniec słów przez które Bóg chciał przemówić do mnie… w gablocie przy kościele Augustianów w Krakowie, wbił mi się w oczy tekst, że Nie wystarczy o Bogu mówić, Bogiem trzeba żyć oraz Wiara połączona z miłością jest wiarą chrześcijańską, a wiara bez miłości jest wiarą szatańską. Św. Augustyn. Czułam się jakbym dostała po twarzy na obudzenie. Łzy ciekły mi z oczu strumieniami, zdałam sobie sprawę, że MÓJ BÓG, W KTÓREGO WIERZYŁAM PRZEZ 26 LAT TO ILUZJA. Ale to jeszcze nie wszystko, to był dopiero początek tego co wydarzyło się później …czułam, że „coś” we mnie siedzi, unikałam ludzkich spojrzeń, drażniły mnie osoby rozmodlone, mówiące o Bogu i żyjące Bogiem. Wróciłam do domu, chciałam być sama, zupełnie sama – ale mam męża – wiedziałam , że w sobotę pracuje, że ma trasę do Kielc , i że go do późnego wieczora nie będzie … miałam czas na samotność, na upragnioną modlitwę, na to aby móc wreszcie wyrzucić z siebie wszystko. Zgasiłam światło, zapaliłam świeczkę i postawiłam przed sobą krzyż, wpatrując się w niego, gorąco i przez łzy modliłam się –stanęłam przed Bogiem taka jaka jestem, przepraszając za swoje grzechy i prosząc o przebaczenie, w Jego imię przebaczyłam wszystkim cokolwiek uczynili przeciwko mnie, i w tym momencie przed moimi zamglonymi od łez oczami stanęła moja teściowa – człowiek, który mi szczególnie dał w kość – powtórzyłam-przebaczam wszystkim, następnie wyrzekłam się szatana, złych duchów i ich dzieł, oddałam się Jezusowi całkowicie i zaprosiłam Go do mojego życia jako Jedynego Pana i Odkupiciela – po tym dostałam potwornego bólu głowy-jeszcze takiego nie miałam, do tego mdłości, nogi miałam jak z waty, drgawki i czułam straszne zimno, pomimo iż w domu było gorąco, byłam blada jak ściana, to trwało może 5 minut i jak ręką odjął ustąpiło- z niczym innym mi się to nie skojarzyło jak z opuszczeniem mojego ciała przez złego ducha, zaraz po wprost z mojego serca wypłynęła radość objawiająca się uśmiechem na ustach, uwielbieniem Boga i ogromna odczuwalna także fizycznie i psychicznie ulgą – uwolnieniem od tego co nie pozwalało mi w pełni kochać Boga. W niedziele rano jak tylko otworzyłam oczy czułam się tak jakbym nie wiem z jakich wczasów wróciła – wypoczęta, wolna od zranień, z nowym zapałem, z nową energią i chęcią do życia – obudziłam się, ale już nie sama – obudziłam się z Nim, z żyjącym we mnie i będącym zawsze ze mną Jezusem. Dziękuję Ci Panie, że otworzyłeś moje oczy, abym przejrzała, że pozwoliłeś mi skonfrontować się z 26-latami życia – mojej marionetkowej gry, że zburzyłeś mój dom postawiony na piasku – postawiony z pychy, egoizmu, i niezależności od Ciebie. Pragnę zacząć wszystko od nowa, moje budowanie na skale, budowanie mądre z Tobą Jezu. Dzięki Ci Panie za moje nawrócenie… może wreszcie w moim sercu będzie niebawem prawdziwe… Boże Narodzenie…

Dziękuję Wam Kochani za modlitwę i wciąż proszę o jeszcze… pamiętając również o Was przed Nim.

Chwała Panu za wszystko!!! Bóg jest Wielki i Kochany – Justyna


Szczęść Boże,

Może napiszę co się w moim życiu wydarzyło za wstawiennictwem Waszej modlitwy; przeprowadziłam się do większego miasta, znalazłam dla siebie pokój w dzień św. Teresy z Karmelu – mojej ulubionej świętej, ubiegam się teraz o przydział na mieszanie, znalazłam pracę i się z niej wywiązuję, ubiegam się o stanowisko na tłumacza, składam dokumenty o przyjecie mnie na staż, pomagam przy parafii, pracuję jako wolontariusz i to życie jest takie jak powinno być.

Bardzo dziękuję za modlitwę i wsparcie. Widzę, że z Waszym wstawiennictwem moje drogi są w stanie się wyprostować.

Z Bogiem,

Sylwia
( to email z 5 października)
_________________________________________________________
Szczęść Boże,

Nie lubię pisać o sobie – długa to historia. Chodzi o to, że nie mogę w niedzielę uczęszczać do kościoła, ani włączyć się aktywnie w życie kościoła. A modlę się i bardzo brakuje mi modlitwy wspólnotowej.
Może jednak opowiem coś o sobie. Mieszkam w Szkocji i w święta Bożego Narodzenia a w zasadzie tuż przed nimi, nawróciłam się. Kiedyś byłam bardzo wierząca, ale potem wszystko się po zmieniało, dopadła mnie choroba – schizofrenia i zapomniałam na dobrych kilka lat o Bogu. Nie rozumiałam Go. A potem poszłam do spowiedzi, bo mi się życie waliło i usłyszałam słowa by dać się prowadzić łasce. Nie rozumiałam tego zupełnie. Cały czas tkwiłam w grzechach ciężkich i modliłam się do ściany. Dopadała mnie frustracja i bezsilność. Teraz z perspektywy wiary widzę jak Szatan o mnie walczył. Jaki zawzięty o mnie był. Potem spotkałam mojego obecnego ojca duchowego i się nawróciłam. Samo nawrócenie było czymś dziecinnie łatwym, chociaż na początku było trudne, bo wydawało mi się, że na każdym kroku jest pokusa. A się okazało, że zaczęły mnie one omijać. Zaczęłam się modlić o Boże Miłosierdzie na jeden dzień, na dwa – i tak powoli w moim porozwalanym życiu, zaczęło się coś zmieniać – powoli wracam do pracy w zawodzie na razie jako wolontariusz – ale to jest jeden z cudów, które mnie spotykają, mam plany i marzenia, wyszłam z grzechów ciężkich, zaczęłam czytać Pismo Święte, a tam na każdym roku jest mowa o łasce, której nie rozumiałam. Teraz rozumiem czym ona jest. Czuję ją na własnej skórze i jestem szczęśliwa z tego powodu. A wspólnoty zaczęłam szukać pod natchnieniem Ducha Świętego, oglądając film religijny i myśląc „w internecie jest tyle rzeczy dobrych i złych, może warto poszukać jakiejś wspólnoty religijnej przez internet”. I wstukałam w google internetowe wspólnoty modlitwy i nie mogłam się nadziwić, że coś takiego istnieje.
Czemu odnowa w Duchu Świętym, bo czuję, że to Duch Święty naprawia mi życie. Bo chcę by mnie On prowadził. To przecież On dał mi dar języków i czasem się zastanawiam, jak to się dzieje, że rozumiem to, co rozumiem. Boję się, że mój entuzjazm wyparuje i zostanę sama z pustką i bez przyszłości.

Bardzo bym się chciała w Waszą modlitwę włączyć. Ale moje myśli biegną na przód. Albo zły duch mi mówi, że to nie ma sensu, żebym się poddała, że i tak nie uda mi się zorganizować czasu by wspólnie pojechać na Wasze rekolekcje, że jestem ze Szczecina itp. Ale Ktoś mi mówi, że to nieważne, że czas pokaże, że życie zweryfikuje i że warto się przełamać i spróbować. Nie mogę obiecać, że o stałej godzinie będę się modlić, bo mam nieregularną pracę, którą często kończę w nocy. Nie mogę nic obiecać poza entuzjazmem i chęcią pogłębiania mojej wiary. Lubię pisać o Bogu, albo rozmawiać o Bogu, ale jestem świadoma, że jeszcze nie potrafię w to wszystko przeniknąć. Chcę się zmieniać. Chcę by Bóg mnie zmieniał na lepsze, bym mogła być lepszą wersją siebie w Jego oczach niż w moich własnych. Dużo rzeczy w życiu nabroiłam, dużo osób się ode mnie odsunęło – przez moje błędy i strach przed moją diagnozą. No i samą chorobą, która zamyka Cię w kręgu własnych myśli i zostajesz sam na lodzie. Zostaje Ci jedynie pustka. Ale w nią przeniknął Ktoś dobry, kto jest miłością, nie wiem, czy to Bóg, Duch Święty, czy Jezus Miłosierny, czy Matka Boża- ale to była na pewno jakaś osoba. To było niesamowite widzieć, że powstaję z takiego samego dna, na jakim byłam. Nie chcę tam już wrócić.
Bóg zaczął posyłać mi ludzi bym zrozumiała, co to jest życie bez Boga, co to jest małżeństwo bez Boga i co to jest choroba bez Boga. Z samego dna rozpaczy zobaczyłam, że nic z tych rzeczy nie ma sensu bez Niego. Że samemu sobie nie poradzę. I że tak dłużej na własną rękę dłużej nie pociągnę.

Bardzo chciałabym się włączyć w tę formę modlitwy.

I proszę o Waszą modlitwę bym nie była jak trawa, która jak się zapali, szybko gaśnie. Bo do tej pory taka właśnie byłam.

Z Bogiem,

Sylwia


Witam. Mam na imię Łukasz, należę do wspólnoty „Światło Taboru” i chciałbym podzielić się z wami moim małym świadectwem.

Zawsze byłem jakoś wyalienowanym z mojego środowiska dzieckiem, wolałem raczej stać z boku, większe grono, czyli 3osoby był to dla mnie ogromny tłum, w którym czułem się nieswojo, zmieszany i zdezorientowany. Z każdym dniem moja alienacja pogłębiała się, unikałem spotkań w szerszym gronie, ograniczając się jedynie do kilku bliskich znajomych. Przyszło Technikum. I Tu zaczęły się pierwsze moje upadki. Zapisałem się do pewnej grupy tanecznej, której członkowie, nie stronili od alkoholu i narkotyków, wprawdzie starałem się od tego trzymać z daleka, ale mimo wszystko coraz bardziej brzmiało to kusząco- tak wtedy myślałem. Skończyłem 18lat, przekroczyłem ten tzw. próg dojrzałości, po którym dostaje się dowód tożsamości i człowiek staje się tzw.” opatentowanym dorosłym”. Tak myślałem, że teraz mogę wszystko, jednak myśl ta była naprawdę zgubna. Wkroczyłem w towarzystwo, które bierze narkotyki( te niby lekkie), haszysz, marihuana, początkowo byłem oporny, ale jak się któryś raz z rzędu słyszy „Przypal z nami blańcika” i będąc przy tym bardzo wrażliwym (a prawdę mówiąc podatnym na wpływy innych) to bierzę się i się pali z innymi. Wiecie: presja grupy. Robiłem to sporadycznie, raz za parkiem 3 gramy z lufki, innym razem z butli u kumpla na Kwadracie (mieszkaniu). Pozornie nic złego się nie działo, przecież to nie narkotyk (tak mówili mi znajomi). Jednak zatarłem silnik, jakim jest sumienie i nie miałem już świadomości, że robię coś złego. Paliłem może raz dwa razy na miesiąc, ale towar, który walił z nóg, a szare komóreczki znikały. Potem zaczęły się imprezy, była 3 technikum. Przez wyalienowanie, które towarzyszyło mi od najmłodszych lat, ucierpiała moja psychika i poczucie wartości, które spadało z dnia na dzień. W tym czasie pojawiło się coś takiego w kulturze powszechnej jak bum na subkultury. Zainteresowało mnie to strasznie, oczywiście wybrałem ta, która była najbliżej mojej tzw.” wrażliwości”. Tą subkulturą był nurt o nazwie Emo, charakteryzujący się emocjonalnością na pokaz, przez noszenie długich grzywek, słuchanie kapeli hardcorowych takich jak Bring mi the Horizon czy Parkway drive i wyolbrzymianiem swoich problemów. Myślałem, że to dobry wątek dla mnie: więc wpakowałem moje problemy: nieporozumienia w domu, alkoholizm ojca czy alienacja w ramy Emo i myślałem, że się odnajdę i zostanę zrozumiany. Jednak to był dopiero początek kłopotów: nagle ze strony ludzi leciały przekleństwa typu: „ gej”, „ciota ”, czy zdania typu: „idź się potnij”. Nieraz pluto po mnie na ulicy, czy rzucano żyletkami. Zamiast pomóc, ta subkultura mnie bardziej niszczyła. Pogłębiało się zamkniecie w sobie, depresja:, ale nie ta, tzw. emowska na pokaz, tylko ta prawdziwa, o której nie wiedziałem, że ją mam, bo diabeł na tyle mnie zniewolił, że nie mogłem racjonalnie określić swojego stanu, ze względu na paranoiczne myśli. Z ucznia, który miał dobre stopnie stałem się buntownikiem który wagarował na maksa (nawet 2 miesiące z rzędu nie było mnie w szkole),,i tak „zostałem” w 3 technikum. Powtórka jednak nie podziałała na mnie nic, dalej miałem wszystko gdzieś w poważaniu. Dopiero wstrząs, jakim było rozstanie z dziewczyna, co było dla mnie ogromnym ciosem i obudziło mnie ze snu. Swoją drogą, postawiłem ją na piedestale swojego życia, spychając Boga w otchłań, więc scenariusz był prosty w tym przypadku, ale ja jeszcze tego nie wiedziałem.
Wyszedłem już z Pomocą Pana Boga na prostą, jeśli chodzi o dragi i depresje, ale wpadłem w kolejne błoto, jakim były imprezy, może niekoniecznie dyskoteki, bo ich nie cierpiałem od zawsze, ale bacówki i „domówy” były bardzo częste. Tam pierwszy raz piłem wódkę i pierwszy raz miałem, tzw. „zgon” czy „zjazd”, czyli po prostu film mi się urwał i człowiek już nic nie pamiętał wtedy. Na początku miałem wstręt do smaku tego trunku, ale później, jakoś przywykłem i chodziłem często na domówki studenckie, na których główną atrakcją było Gorzka Żołądkowa. Dopadła mnie znowu znieczulica sumienia, już bez namysłu chodziłem na te imprezki, rozsądek poszedł w las. Zacząłem studia, dokładnie filologie polska. Tu nastąpił przełom, pierwsze oznaki nawrócenia. Wchodziłem właśnie w nowy okres, życia, w dorosłość, i jak wiadomo każdemu przełomowemu okresowi życia towarzyszą kryzysy, i ja taki miałem, nagle wszedłem do świata ludzi, którzy mieli ‘dorosłe’ podejście do życia, a ja dzieciak nie mieściłem się w tym, dlatego w mojej psychice dochodziło do takiej walki, że szok. Z jednej strony Łukasz dzieciak, którego trzeba było by „pogrzebać” a z drugiej strony „Łukasz dorosły”, którego pasowałoby przyjąć i zaakceptować, jako coś zdrowego. Ciężko było, uwierzcie mi. Bóg jednak był dla mnie bardzo hojny, i posłużył się moim przyjacielem Arkiem, który był nawrócony i żył miłością Bożą, a który pokazywał mi jak bardzo Bóg mnie Kocha, opowiadał historie (wtedy to tak nazywałem a teraz wiem, że to są świadectwa) o tym jak Bóg zmienił jego życie. Rzeczywiście pomyślałem, Arek wydaje się jakiś inny, bardziej szczęśliwy, mówi mi o wspólnocie, zachęca bym i ja na Nią chodził. Pomyślałem, czemu nie. I tak się zaczęło. Coraz częściej zacząłem chodzić na wspólnotę „Światło Taboru” początkowo rodziło to we mnie wstręt, źle się czułem, nie raz miałem ochotę uciec, ciągle obwiniałem się, że źle się modle, że ktoś mnie ciągle obserwuje. To szatan mieszał mi w głowie, jednak Ogromna Miłość Boga, przemieniała z czasem moje podejście. Duch Święty przenikał mnie całego, czułem to wręcz namacalnie, ale nie potrafiłem opisać tego uczucia słowami. Z każdym dniem, Bóg bardziej uwidaczniał się w moim życiu, zmieniał moich bliskich. Był nawet tak łaskawy, że połączył mnie z Anią, moją dziewczyną, z którą budujemy związek na fundamencie, jakim jest Jezus. Bóg jest Miłością Bezgraniczną, Kocha nas Wszystkich zawsze, niezależnie od stanu, w jakim się znajdujemy oraz od zniewolenia, które nas pęta. Jezus Chrystus jest Miłością Wcieloną, wyjaśnię to jak tylko potrafię. Jezus stał się przecież człowiekiem, stał się podobnym nam: cierpiał, trudził się, był nawet zmęczony tak jak my. Zrobił to dla nas, stał się człowiekiem, ale był Bogiem, nie grzeszył, był czystą miłością i dobrocią. Wyobraźcie sobie, że spotykacie na ulicy Jezusa, który jest esencją dobroci i miłości, nie odtrąci Was, nie wyszydzi, zaakceptuje, przytuli. Będzie Wam Towarzyszył na każdym kroku waszego Życia, zawsze wysłucha, będzie wyrozumiały, doradzi wam Słowem, które jest na stronicach Pisma Świętego. Nawet gdybyście go odrzucali, to On tym bardziej przylgnie do was i będzie bardziej Was Kochał. Czy to nie jest miłość Wcielona, prawdziwa, bezinteresowna? Czy nawet cierpienie, nasze tutaj ziemskie, nie nabiera sensu, przy tak niewyobrażalnej Miłości, jaką Jest Jezus? Warto mu poświęcić swoje życie. Powiem wam, jaki ja mam sposób na spędzanie z moim Tatusiem- Ojcem Niebieskim czasu, nawet tych 5 minut dziennie:, co wieczór przed zaśnięciem, siadam na moim łóżku, biorę obrazek Jezu Ufam Tobie i patrzę Mu prosto w oczy. W oczy, które patrzą z taką Miłością i pokorą, że człowiek czuje, że idzie właściwą drogą i że jego życie jest we właściwych rękach, kochających ponad wszystko, wybaczających wszystko. Jezus pragnie naszych serc nie jutro czy za miesiąc, tylko teraz, w tej minucie i w tej sekundzie.
Nie lękajmy się miłości. Otwórzmy nasze serca.
ŁUKASZ


Alleluja!

Nazywam się Stefania i mam 18 lat, jestem studentką  1 roku Instytutu Nauk o Rodzinie na KUL- u.
Pragnę się podzielić moim szczęściem. 7 lat temu w moim życiu zdarzył się  wielki cud, uwierzyłam i przyjęłam Żywego Boga, który zmienił moje życie!
Jestem Białorusinką. Pochodzę z rodziny katolickiej, rodzice się nawrócili w 1992 roku kiedy byłam już pod sercem Mamy i od urodzenia byłam w kościele co niedzielę na Mszy św. Nie miałam zielonego pojęcia co się dzieje tam, tak jak i moi rodzice i rodzeństwo. Nigdy nie miałam lekcji z religii ani katechezy przy kościele. Kiedy miałam 7 lat wyjechałam z domu do szkoły specjalnej dla dzieci utalentowanych muzycznie, warunkiem było mieszkanie w internacie i prawie cały dzień ćwiczenie. Widziałam rodzinę tylko czasem na wikendach i na wakacjach. Po 3 latach wróciłam stąd okaleczona duchowo, psychicznie i nawet fizycznie. Rodzice o tym nie wiedzieli bo nasza więź została też okaleczona, nic im nie powiedziałam o tym co się tam stało.
W wieku 10 lat po tych przeżyciach przyjęłam Pierwszą Komunię też nie rozumiejąc sensu, nie wiedząc, że to był jeden z najlepszych dni w moim życiu. Jezus zaczął działać, cały rok pukał do mojego zranionego i utopionego we łzach serca. Ale ja zamiast się zbliżać do Stwórcy coraz głębiej się wciągałam do błota. W nowej szkole trafiłam do bardzo złej paczki, wstąpiłam na szlak wiodący do wiecznej ciemności, zamknęłam się na miłość mojej rodziny i nie miałam prawdziwych przyjaciół. Ale Tatuś w Niebie o mnie walczył i przez moją siostrę trafiłam latem na Oazę Nowego Życia
(15-dniowe rekolekcje w ruchu „ Światło- Życie”). Dotknął mnie Pan tam  jako Ojciec Miłujący i Troskliwy w osobie Księdza, który po prostu poświęcił mi swój czas, powiedział mi o Wielkiej Miłości i o Przebaczeniu. Po spowiedzi pełnej żalu za popełnione grzechy i łez przyjęłam Jezusa do mojego Serca, jako Jedynego Pana i Zbawiciela! Prawie całe rekolekcje płakałam oczyszczając się, ale też się cieszyłam wolnością! Bałam się powrotu do domu i nie chciałam puścić Księdza. Wróciłam stąd żywym nowym człowiekiem, czułam się Ukochanym dzieckiem Bożym, nie świętym, ale wolnym i z Jezusem w sercu, któremu od tamtego momentu staram się ufać i oddać się na 100%.

Minęło 7 lat. Najszczęśliwszych w moim życiu, Pan szczodrze obdarowuje mnie codziennie swą Miłością i czyni dużo cudów i uzdrowień jak duchowych tak i fizycznych, o których mogę świadczyć godzinami.
Od razu po powrocie z Oazy uwolnił mnie Jezus od przeklinania, doceniałam dar słowa którym mogę posługiwać się w modlitwie i komunikacji z bliżnimi. Odkryłam cenność mojej rodziny, najlepszych wybranych dla mnie przez Boga rodziców i rodzeństwa, pokochałam moich blizkich, dał mi nowych przyjaciół i dar Ewangelizacji. Nie mogłam się powstrzymać żeby nie mówić o moim Panu i Jego bezgranicznej Miłości. Najczęściej spotykałam się z niezrozumieniem i odrzuceniem, i często to bolało. Wracałam ze szkoły we łzach a szłam tam jak na wojnę, ale Bóg wycierał łzy i dawał nadzieje i radość; wzmacniał i posyłał siostry i braci w Chrystusie, a szczególnie szczodrze na drodze mojego życia stawia Księży, w głębokim świętym życiu i nauce których Go coraz bardziej poznaje.
Nie jestem doskonała i wiem o tym i walczę z moją słabością co dnia, ze strachem i wątpliwościami, ale Bóg mi pomaga  najbardziej przez Eucharystię, modlitwę, Księży i kierownika duchowego, mojego kochanego chłopaka, moją wspólnotę i przepięknych ludzi dookoła i  cały cudowny świat!
Dziękuję Bogu za całe moje życie! Za wszystkie spełnione marzenia i cuda, za każdy upadek po którym doświadczałam jeszcze większej Miłości i radości! Za łzy i ból też Panu dziękuje, bo przez nich doprowadził mnie do dnia dzisiejszego pełnego szczęścia i radości!

Bóg może wszystko i nigdy nie przestanie Ciebie Miłować!!! Od Ciebie zależy czy chcesz być szczęśliwy od dziś?!!!
Chwała Panu!Alleluja! :)

p.s. Prosze o modlitwe za moją Rodzine i Ojczyznę!

Stefania

 


Długo zastanawiałam się jak napisać świadectwo. Jak opisać ogrom łask, które otrzymałam dzięki modlitewnemu wstawiennictwu Wspólnoty. Mam 24 lata. Wspólnota wspomaga mnie swoimi modlitwami od kilku lat.

Pierwszy raz odczułam modlitewną opiekę i przewodnictwo na pierwszym roku studiów. Nie miałam najmniejszych wątpliwości, że to właśnie to konkretne wsparcie mojej modlitwy przeprowadziło mnie przez „niemożliwe do zdania” egzaminy i pomogło mi dostać się na niepłatne studia – były egzaminy na których dosłownie czułam opiekę Ducha Świętego i działanie Bożej opatrzności – wszystko zawsze „jakoś samo się poukładało”.

UZDROWIENIE CIAŁA

Kilka lat temu zachorowałam na niewyleczalną chorobę stawów. Był to dla mnie nieporównywalny z niczym cios od losu.. W tamtym okresie prowadziłam niesłychanie aktywny tryb życia – absorbujące i bardzo rozwijające studia, nowo odkryta pasja sportowa – która pochłaniała moją uwagę niemal bez reszty. Miałam jasno określoną wizję przyszłości. Wydawało mi się, że nic nie może tego zmienić, a jednak nagle poczułam jak łamie się cały mój świat. Z dnia na dzień przyszło mi się zmierzyć z bólem ponad siły, z wynikającą z zapalenia stawów niepełnosprawnością, przedłużającym się pobytem w szpitalu, niezdolnością do nauki, pracy, codziennego życia. Byłam załamana diagnozą i wizją przyszłości, jednak nie przestawałam modlić się i wierzyć w to, że Pan mnie uzdrowi, tak jak uzdrawiał wielu ludzi dookoła mnie.

Wiem, że to dzięki wstawienniczej modlitwie moja choroba dziś cofnęła się niemal całkowicie. Mimo nieuleczalnego zapalenia stawów przygotowuję się do ukończenia studiów, oraz trenuję bardzo wymagający sport, co wprawia w zdumienie prowadzących mnie lekarzy, Przecież jeszcze niedawno nie wierzyłam w to, że będę mogła kiedykolwiek chodzić bez bólu! mam świadomość, że ta choroba była i jest niezbędną lekcją pokory, którą Pan nie bez przyczyny wprowadził w moje życie. Cierpienie zbliża do Boga, uświadamia nam nasza własną marność i kruchość tego co doczesne.

Przykłady na to, że wstawiennicza modlitwa jest drogą po której Pan przychodzi z uzdrowieniem można by mnożyć. Miesiąc temu zachorowałam na dość specyficzną chorobę zakaźną, która zaatakowała moje gardło. Znalazłam się w szpitalu z niemal kompletnie zamkniętym przełykiem, 40 stopniową gorączką. Mimo hospitalizacji mój stan pogarszał się z dnia na dzień. Nie mogłam jeść, pić, a ostatnimi dniami nawet mówić, czy przełknąć śliny, a ból był tak silny, że przez większość czasu leżałam bezwładnie nie podnosząc nawet głowy. Lekarze poszukiwali źródła obrzęku, kilkukrotnie przeprowadzano u mnie punkcję – nie można było jednak znaleźć ropnia, który powodował tak nieznośny ból. Oświadczyli moim rodzicom, że nic więcej nie da się dla mnie zrobić, że trzeba czekać. Nadszedł piaty dzień pobytu w szpitalu. Po trzech dniach bez snu ból i zmęczenie stały się na tyle dotkliwe, że nie umiałam znaleźć w sobie siły żeby wytrzymać je dłużej. Sił wystarczyło mi na tyle, żeby pisząc palcem na kołdrze poprosić mamą o telefon do Krzysztofa Kabata z prośbą o szczególną modlitwę. Zadzwoniła. Godzinę później ropień otworzył się i zszedł samoistnie. W ciągu kilku minut ból ustąpił, a ja poczułam się dużo lepiej, byłam w stanie napić się wody. Kiedy to się działo uderzyła mnie świadomość, że to Pan przyszedł mi z pomocą. Miałam przekonanie, że ból już nie wróci. Od tego czasu mój stan zdrowia poprawiał się z dnia na dzień. Lekarze do dziś nie wiedzą gdzie ów ropień był umiejscowiony.

SZCZEGÓLNE ŁASKI

Wiem o wielu przypadkach uzdrowienia ciała, kiedy Pan w modlitewnym skupieniu przychodził z pomocą. Na własne oczy widziałam ludzi wstających z wózków podczas spotkań Odnowy w Duchu Świętym. To jednak czym tak naprawdę chciałabym się podzielić, tym co w moim przekonaniu jest najcenniejszym darem Ducha Świętego, to łaski duchowe jakie otrzymałam dzięki spotkaniom Odnowy.

Od najmłodszych lat zawsze miałam szczególną potrzebę bliskiego kontaktu z Bogiem. Bliska więź ze światem duchowym towarzyszyły mi przez cały okres dzieciństwa. Przez kolejne lata nie byłam jednak zadowolona z własnej modlitwy. Nie umiałam powtórnie odnaleźć tej dziecięcej bliskości. Z roku na rok coraz bardziej miałam wrażenie, że Bóg jest coraz dalej. Nie potrafiłam znaleźć się w praktykach kościelnych, nie wiedziałam jak ponownie zacząć modlić się sercem i cały czas podświadomie brakowało mi w praktykach religijnych mojego osobistego kontaktu, rozmowy z Bogiem. Kiedy po raz pierwszy w wieku ok 14 lat usłyszałam gdzieś o modlitwach charyzmatycznych, czy o darze Słowa Bożego – moje serce zabiło mocniej, nie wiedziałam jednak wówczas jak i gdzie szukać takich spotkań. Okazało się, że są one bliżej mnie niż przypuszczałam.

Spotkanie z Odnową pokazało mi, że to czego szukam i to czego od lat potrzebowałam jest na wyciągnięcie ręki. Dowiedziałam się czym jest dar i łaska prawdziwej modlitwy, takiej którą przeżywa się wręcz fizycznie, żywego kontaktu z Bogiem. Poznałam czym jest towarzyszący takim spotkaniom z Panem spokój ducha. Moje wzruszenie było nie do opisania, kiedy w osobistych modlitwach otrzymywałam od Boga Słowa skierowane konkretnie do mnie! Był to dla mnie żywy dowód na to, że Bóg ma w opiece każdego człowieka, a każdego kto szuka i pragnie kontaktu z nim – przyprowadzi do siebie. To właśnie wtedy zobaczyłam i ostatecznie uwierzyłam w to, że religia to nie tylko sztuczne i puste praktyki – to łaska spotkania z Najwyższym.

Pan w swojej dobroci nie uzdrawia tylko fizycznie. Uzdrowienie ciała jest tylko widocznym znakiem dla uzdrowienia ducha, a łaski duchowe które można od Niego otrzymać, Jego bliskość w modlitwie i codziennym życiu – choć daleko trudniejsze do pokazania i opisania – są ogromnym znakiem Jego miłości do każdego z nas.

„Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Albowiem każdy, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą.”


Pan przemienił moje życie.”

          Od kilku lat zmagałam się z zaburzeniami odżywiania, które przez długi czas sprowadzały się w mojej świadomości tylko do skłonności bulimicznych. Początkowo było to walczenie z samą sobą, potem gdy zobaczyłam, że nie jestem w stanie sobie poradzić- problem stał się intencją wielu modlitw. Była modlitwa osobista, później msze z modlitwą o uzdrowienie. Kilkakrotnie spotkałam się również z egzorcystą. Dzięki jego posłudze zrozumiałam, jak bardzo duch anoreksji obecny był w moim życiu i co więcej- ukryty tak, że ja go nie dostrzegałam. Ksiądz dał mi książkę o dziewczynie cierpiącej na anoreksję, abym na podstawie jej myśli i zachowań, które pokrywały się z moimi, tworzyła intencje do własnej modlitwy. Niesamowite było dla mnie to, że jest ich tak dużo- stworzyłam niemal sześćdziesiąt intencji. Dotąd moja koncentracja na tym, że zjadłam zbyt dużo była tak wielka, że nie widziałam całości problemu. Oczy moje „były niejako na uwięzi”. Nie potrafiłam wtedy zrozumieć, że naturalne było to, iż musiałam zjeść więcej po okresie, w którym ograniczałam jedzenie. Każdemu obfitszemu posiłkowi towarzyszył wielki niepokój, nienawiść do siebie aż do chęci zniszczenia siebie włącznie. Karą było- dalsze jedzenie- na złość samej sobie, by jeszcze bardziej siebie pogrążyć- albo zakaz jedzenia. Jakakolwiek była moja reakcja- znajdowałam się w ciężkim stanie fizycznym, psychicznym i duchowym. Odczuwałam niemal ciągłe poczucie braku godności, poczucie winy, nienawiść do własnego ciała.
Pomimo, ze znajdowałam się w takich stanach, chciałam żyć blisko Jezusa. Pragnęłam żyć inaczej, ale nie potrafiłam. Czasem zdarzały się lepsze okresy, ale zwykle nie trwały one długo. Takie ciężkie stany bardzo utrudniały mi ogólne funkcjonowanie, a przecież pomimo tego trzeba było jeszcze żyć. W kontaktach z ludźmi czułam, jakbym była tylko tym problemem, jakby był on za każdym razem obnażany, i jakbym była z tego powodu niegodna czegokolwiek. Takie ciężkie okresy zaburzały również moją koncentrację podczas nauki, a studia były dla mnie tak ogromnie ważne. W ciężkich chwilach problem przysłaniał mi treści, które próbowałam przyswoić. To było moją wielką bolączką. Nie chciałam tak żyć, ale nie mogłam inaczej. Najbardziej traumatycznym wydarzeniem z tego okresu jest mrowienie na niemal całym ciele oraz silne zagięcie w stawach bliższych i silny wyprost w dalszych obu dłoni. Stan ten trwał kilka minut podczas którego zupełnie nie miałam władzy nad dłońmi.
Podczas ostatnich dwóch lat moich cierpień towarzyszyła mi myśl, że są one potrzebne pewnemu człowiekowi, który poprzez niejednokrotnie odczuwane znaki, zdawał się być osobą mi przeznaczoną. Ofiarowałam za niego wszystkie trudności. Świadomość konieczności cierpienia powodowała, że było ono lżejsze.
Ciągle jednak pragnęłam żyć inaczej. Ciągle szukałam ratunku w Panu. I On nigdy mnie nie opuścił- teraz to wiem. Był ze mną nawet wtedy, gdy upadałam. Jego Mocą skończyłam studia z bardzo dobrymi wynikami. On przeprowadzał mnie przez te wszystkie trudności, aż w końcu wskazał mi „Światło Taboru”- wspólnotę Odnowy w Duchu Świętym z Nowego Targu. Krzysztofowi Kabatowi- liderowi owej wspólnoty przedstawiłam swój problem. Od razu odczułam jego wielkie zaangażowanie w posługę. Wraz z całą wspólnotą podjął modlitwę wstawienniczą w mojej intencji. I stał się cud. Późnym wtorkowym wieczorem dokonało się uwolnienie. Najpierw czułam jakby coś ze mnie wychodziło, coś mnie opuszczało. Nie mogłam wtedy przestać płakać. Potem usłyszałam jakiś głos w sobie- że jestem wolna i teraz ja mam modlić się za tych, którzy cierpią. Zaraz zapytałam o tamtego człowieka, za którego ofiarowałam swoje cierpienia. Poczułam wtedy, że nie muszę już nic wiedzieć, że cała jestem w Chrystusie. Zrozumiałam później, że uzdrowiona zostałam jeszcze z potrzeby pozornej stabilizacji. Uświadomiłam sobie, jak bardzo w życiu chciałam czuć się bezpiecznie dzięki temu, ze to co przede mną jest jasne i pewne. Teraz to, co przede mną oddaję Panu. Pragnę, aby Jego wola wypełniała się w moim życiu. Zostałam również uwolniona od wszystkich wspomnień z przeszłości dotyczących człowieka, za którego ofiarowałam swoje cierpienia. Z perspektywy czasu widzę, jak bardzo były one żywe we mnie, i jak ja na nich opierałam swoje życie. Dziś tamta przeszłość jest dla mnie jak spokojne morze, a tamten człowiek jest dzieckiem Bożym tak, jak każdy inny. Znaki, które wydawało się że odczuwałam, i które skłaniały mnie do ofiarowania cierpień? -Wielu rzeczy wciąż pojąć nie jestem w stanie. Wierzę, że wszystko ma swój sens. Powierzam to Bogu.
W wieczór uzdrowienia mogłam doświadczyć również niezwykłej bliskości Mocy. To było nieomal fizyczne odczucie. Uwolnienie wypełniło moje serce ogromem pokoju i radości. Zrozumiałam wreszcie, co oznacza radość w Panu. Ponadto pojawiła się świadomość, że Chrystus jest obecny we mnie, w najbliższych osobach. Był jednak we mnie ciągle jakiś lęk przed człowiekiem spoza bliskich osób, szczególnie przed mężczyznami. Wspólnota podjęła modlitwę w tej intencji i Pan znów mnie uwolnił poprzez stopniową przemianę we mnie stosunku do drugiego człowieka. Usunął On z mojego serca lęk a wypełnił je miłością. W procesie mojego uzdrawiania Bóg bardzo posługuje się wspólnotą ludzi budujących „Światło Taboru”. Wydawać by się mogło, że ktoś wypowiada pozornie nieznaczące słowa, a one przemieniały moje serce. I tak słowa, które wypowiedział Krzyś spowodowały, że nauczyłam się przebaczać. Przez wiele lat nie umiałam wybaczyć cioci, która wielokrotne zraniła mnie osobiście, jak i pośrednio- raniąc innych. Tak długo się z tym mocowałam- chciałam, ale nie potrafiłam. Teraz wiem, że przebaczyłam zupełnie. Chrystus uczy mnie kochać drugiego człowieka pomimo jego słabości. Daje nawet taką moc, która pozwala kochać w drugim człowieku tę słabość, która nas osobiście dotyka. Obdarzył mnie również inną cudowną łaską- dał mi zrozumieć wartość mojego ciała jako daru- również dla drugiego człowieka.
Wszystkie z tych przemian, jakie Pan uczynił, były dla mnie wielkimi przeżyciami. Każda jest cudem i wielką łaską w moim życiu. Jest znakiem Jego Obecności, który z Miłości dźwiga w niemocy, który wątłość i słabość ludzką przemienia w Siłę. I wiem, że to co mocne i piękne we mnie- od Niego pochodzi. I całym sercem dziękuję Bogu, że zechciał w moim życiu w tak czytelny sposób objawić Swoją Potęgę, że tak hojnie mnie obdarował. Nie byłoby to możliwe, gdybym była mocna i idealna. Słabości są po to, aby objawiła się w nich Moc Chrystusa.

Chwała Tobie Panie Jezu Chryste!!! Chwała Tobie i uwielbienie!!!


Wysławiam Ciebie, Panie, boś mnie wybawił
i nie uradowałeś mych wrogów z mojego powodu.
Panie, mój Boże,
do Ciebie wołałem, a Tyś mnie uzdrowił.
Panie, dobyłeś mnie z Szeolu,
przywróciłeś mnie do życia spośród schodzących do grobu. (…)

by moje serce nie milknąc psalm Tobie śpiewało.
Boże mój, Panie, będę Cię wysławiał na wieki.
(Psalm 30)

       Poszukiwania swej tożsamości, prawdy zaczęłam dość szybko, już w wieku 16 lat postanowiłam przejść na wegetarianizm , co zaczęłam realizować w wieku 18 lat. Równolegle z tymi decyzjami zaczęłam ćwiczyć jogę i medytować. Chyba już wtedy chodziłam z przymusu na Msze św. Na studiach we Wrocławiu zaczęłam chodzić z mężczyzną, pamiętam że głos wewnątrz mówił mi: nie wchodź w tą relację. Mając jednak upartą naturą postąpiłam inaczej. Związek ten nie był naznaczony bożymi zasadami i skończył się po około 3 latach. Przez ten czas przestałam całkiem chodzić do Kościoła. Na studiach miałam dziekankę i z chęci wypełnienia pustki trafiłam do szkoły, która przy pozorach szkoły związanej z naturalnym leczeniem, okazała się być szkołą szatańsko-szamańską. Były tam zajęcia ze sztuk mantrycznych (wróżby, wahadełka, kurs Silvy) i innych niebezpiecznych technik. Po niecałym roku odeszłam z tego miejsca, boży intelekt mówił mi, że to strata czasu.
Po rozstaniu z chłopakiem zaczęłam szukać prawdy, sensu, chodziłam do pustych Kościołów. Do tego nałożyły się problemy rodzinne, wszystko to spowodowało, że zaczęłam się modlić Tajemnicami Szczęścia (modlitwa odmawiana przez rok). Na początku była to klepanina (widocznie Bogu to nie przeszkadzało ;)), która pomału kruszyła moje serce, tak, że pod koniec tego czasu sama się nawróciłam i zapragnęłam pójść na Mszę Św. Potem, dzięki Bożej Opatrzności, przypomniałam sobie o zaproszeniu do duszpasterstwa akademickiego. Zaczęłam chodzić na grupę modlącą się kanonami Taize. Po pewnym czasie poczułam, że to już nie moje miejsce i tak trafiłam do Dominikanów. Po krótkim pobycie odnalazłam tam grupę modlącą się Modlitwą Jezusową, wdzięczność i poczucie spełnienia wypełniło moje serce. Po dziesięciu latach poszukiwań Jezus dał mi tak ogromny i niespodziewany prezent! Nie spodziewałam się, że odnajdę medytację w tradycji chrześcijańskiej. Poczucie stabilizacji nie trwało długo, w tym samym miejscu i czasie znalazł się mężczyzna, w którym zakochałam się z 4 lata temu, moje otwarte serce , nienapełnione pustki i rany wołały o ukojenie. Efektem tego była szalona miłość do owego mężczyzny. On nie odwzajemnił mych uczuć i było to ogromnie bolesne doświadczenie, agresja skierowana do Boga, rak duszy, całkowite odrzucenie i osamotnienie. W relację z tym mężczyzną była uwikłana tarocistka, teraz wiem, że to bardzo utrudniało moje uwolnienie od jego osoby. Kolejną zasadzką, na którą natknęłam się w tej grupie był szalony liberalizm związany z popieraniem jogi, homeopatii i innym praktyk będącym w opozycji do naszej wiary. Po kilkumiesięcznym rozdarciu doświadczyłam miłości Jezusa, przejmująco do szpiku kości zrozumiałam, że na pierwszym miejscu jest Bóg, nie człowiek. Nasz Pan namacalnie dotykał mnie swą bezinteresowną miłością. Pomimo tego moja wrażliwość, dalsze chodzenie na medytację i spotykanie tam tegoż mężczyzny, spowodowało ból nie do wytrzymania tak, że postanowiłam wyjechać z kochanego Wrocławia.
Mając kilka miejsc do wyboru wybrałam Podhale, Tatry zadziałały jak magnes. Czułam się samotna w miejscu pracy bez rozmów o Bogu.
Tak trafiłam na Odnowę w Duchu Św. Chciałam pójść tam tylko, aby porozmawiać o Bogu i poszukać ludzi chcących medytować. Stało się jednak całkiem inaczej (droga duchowa to najbardziej nieprzewidywalna z dróg;)) zostałam tam. Dość szybko poczułam jak Jezus zaprasza mnie do modlitwy wstawienniczej, taka radość z dawania Jezusa innym. Przez wspaniałych ludzi, z tej wspólnoty, Jezus zaczął mnie nakłaniać do porzucenia jogi, homeopatii, proces ten trwał około roku. Zaczęłam doświadczać ogromnej wolności i prostoty naszej wiary.
Na Podhalu dowiedziałam się także o pustelni Ducha Św. W Czatachowej, w którym odbywają się modlitwy o uzdrowienie i uwolnienie. Uczestniczenie w nich wprowadziło pokój w moje serce, usunęło wiele kajdan, pokazało mi, że połączenie modlitwy Jezusowej i posługi wstawienniczej jest naturalne. Łaski , które tam otrzymałam są tak liczne i często nieuchwytne w słowach, że nie jestem w stanie ich opisać. W Czatachowej zdanie „Skosztujcie i zobaczcie jak dobry jest Pan” stało się dla mnie rzeczywistością namacalną. Momentem scalającym proces mego uzdrawiania były rekolekcje ignacjańskie . Po nich widzę jeszcze wyraźniej jak Pan realizuje w mym życiu swoje plany. Łaską, którą otrzymałam, podczas tych rekolekcji, jest możność głębokiego smakowania słowa bożego. Zbierałam się do tego wyjazdu z 3 lata, czułam że to będzie trudny czas. Fakt ten tydzień, takim się okazał, ale owoce przerastają te trudy. Doświadczyłam harmonii na wielu poziomach. Uzyskałam odpowiedzi na wiele pytań np. dlaczego joga jest niebezpieczna, co mnie blokowało w poddaniu się woli Pana. Doświadczyłam też, że nasze krzyże są zanurzone w Jego Krzyżu i że bez Niego jesteśmy jak ślepcy. Wejście w rany bolało, ale z Jezusem wszystko jest możliwe, dzięki niemu rany stają się jak trampoliny. Podczas tego błogosławionego czasu Jezus leczył i pokazywała mi rozpadliny w moim sercu , które miałam już od momentu poczęcia. Owocem tego stała się taka przemiana , że pierwsze co zrobiłam po rekolekcjach to wzięłam dziecko w duchową adopcję, inną łaską stał się ogromny głód Eucharystii.
Patrząc na te 15 lat od momentu odejścia i powrotu do Ojca Niebieskiego widzę: że tylko z Nim nasze życie ma sens, że On wciąż wyciąga do nas swą pomocną rękę (jednak widać to dopiero z perspektywy czasu), że Jezus jest łagodny i konkretny zarazem, że kocha nas bezwarunkowo i bezgranicznie, że dla niego nie ma rzeczy niemożliwych i że moje wcześniejsze życie było bez smaku. Tylko w nim można doświadczyć głębokiej harmonii i pokój. Pełnienie jego woli choć z jednej strony związane jest z wysiłkiem i wejściem w pole walki dobre ze złem, ale daje radość nieziemską , której na pewnym etapie nie jesteś w stanie się sprzeciwić. Jezus każdego z Was pragnie tak mocno przytulić do swego serca, ale On jest łagodny i czeka na wasze zaproszenie, więc nie dajcie Mu długo czekać…

Bądź uwielbiony Panie Nasz że wciąż w nas Jesteś.

Pan „ Prowadzi mnie nad wody, gdzie odpocząć mogę, orzeźwia moją duszę. Wiedzie mnie po ścieżkach właściwych przez wzgląd na swoją chwałę.” (Psalm 23)